Ostatnio mam coraz mniej czasu nawet na głupie pomalowanie paznokci. Dużo rzadziej zmieniam maniure, a o zdobieniach moje dłonie nie słyszały już od dawna. Coraz częściej maluję paznokcie w weekend i noszę je przez cały tydzień. Co za tym idzie, sięgam teraz po zwyklaki, lakiery nude, jasnoróżowe lub beżowe, które nie będą gryźć się z żadnym outfitem. Po kilku miesiącach katowania nude od Wibo oraz Sally Hansen, znalazłam śliczną emalię, która towarzyszy mi teraz niezmiennie.

Recently I don't have enough time to even get my stupid nails done. I'm not really shuffling polishes anymore, and my hands actually forgot what nail art is. Right now I'm painting my nails on the weekend and I wear that nail polish for the whole week. This is why I'm more about nudes and light pinks than anything else - I just pick polishes that will go with literally every possible outfit. After a few months of using only Wibo's and Sally Hansen's nudes I found a pretty polish I'm currently going through like crazy.

Mowa o lakierze Golden Rose z serii Rich Color opatrzonym numerem 66. Trzeba przyznać, że niczego "Rich" w tym kolorze jednak nie ma. Jest to delikatny, pastelowy róż o słabym kryciu. Jest to chyba najbardziej transparentny lakier z tej serii. Nie posiadam co prawda zbyt wielu lakierów Golden Rose z serii Rich Color, ale te z mojej kolekcji sprawują się bardzo dobrze. Moje koleżanki oraz inne blogerki także je sobie chwalą. Temu z dzisiejszego posta nie mam niczego do zarzucenia - wysychanie przy cienkich warstwach jest w normie, ale zawsze tutaj można pomóc sobie top coatem. Lakier utrzymuje się na moich paznokciach cały tydzień bez poprawek. Nie smuży, nie gęstnieje, chociaż zużyłam już ok. 2/3 butelki.

Jak już wspomniałam, lakier nie oferuje pełnego krycia, a raczej taką mlecznoróżową poświatę. 2 lub 3 warstwy dają idealny efekt, gdzie paznokcie są wygładzone i mają delikatny kolor, ale jednocześnie wyglądają bardzo naturalnie i dziewczęco. Lakier bardzo dobrze nada się do francuskiego manicure, ale ładnie wygląda też solo. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na moich paznokciach - są to trzy cieniutkie warstwy i top coat. Jak dla mnie - idealny, neutralny manicure do biura.

Jak wam się podoba ten lakier? Jakie są wasze ulubione "neutralne" emalie? Lubicie lakiery Golden Rose?

Idealny nude na co dzień - Golden Rose nr 66 | Perfect nude nail polish for everyday wear

Ostatnio mam coraz mniej czasu nawet na głupie pomalowanie paznokci. Dużo rzadziej zmieniam maniure, a o zdobieniach moje dłonie nie słyszały już od dawna. Coraz częściej maluję paznokcie w weekend i noszę je przez cały tydzień. Co za tym idzie, sięgam teraz po zwyklaki, lakiery nude, jasnoróżowe lub beżowe, które nie będą gryźć się z żadnym outfitem. Po kilku miesiącach katowania nude od Wibo oraz Sally Hansen, znalazłam śliczną emalię, która towarzyszy mi teraz niezmiennie.

Recently I don't have enough time to even get my stupid nails done. I'm not really shuffling polishes anymore, and my hands actually forgot what nail art is. Right now I'm painting my nails on the weekend and I wear that nail polish for the whole week. This is why I'm more about nudes and light pinks than anything else - I just pick polishes that will go with literally every possible outfit. After a few months of using only Wibo's and Sally Hansen's nudes I found a pretty polish I'm currently going through like crazy.

Mowa o lakierze Golden Rose z serii Rich Color opatrzonym numerem 66. Trzeba przyznać, że niczego "Rich" w tym kolorze jednak nie ma. Jest to delikatny, pastelowy róż o słabym kryciu. Jest to chyba najbardziej transparentny lakier z tej serii. Nie posiadam co prawda zbyt wielu lakierów Golden Rose z serii Rich Color, ale te z mojej kolekcji sprawują się bardzo dobrze. Moje koleżanki oraz inne blogerki także je sobie chwalą. Temu z dzisiejszego posta nie mam niczego do zarzucenia - wysychanie przy cienkich warstwach jest w normie, ale zawsze tutaj można pomóc sobie top coatem. Lakier utrzymuje się na moich paznokciach cały tydzień bez poprawek. Nie smuży, nie gęstnieje, chociaż zużyłam już ok. 2/3 butelki.

Jak już wspomniałam, lakier nie oferuje pełnego krycia, a raczej taką mlecznoróżową poświatę. 2 lub 3 warstwy dają idealny efekt, gdzie paznokcie są wygładzone i mają delikatny kolor, ale jednocześnie wyglądają bardzo naturalnie i dziewczęco. Lakier bardzo dobrze nada się do francuskiego manicure, ale ładnie wygląda też solo. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na moich paznokciach - są to trzy cieniutkie warstwy i top coat. Jak dla mnie - idealny, neutralny manicure do biura.

Jak wam się podoba ten lakier? Jakie są wasze ulubione "neutralne" emalie? Lubicie lakiery Golden Rose?

Naprawdę rzadko się decyduję na zabawę w tego typu bajery. Postanowiłam jednak zrobić sobie mały prezent ze względu na zbliżającą się wiosnę i moje urodziny. Jest w tych pudełkach coś ekscytującego, nie wiem co. Niepewność, co będzie w środku? Prawdopodobnie. Na szczęście moja niepewność została dzisiaj rozwiana, kiedy dostałam moje bardzo długo oczekiwane pudełko.

Pierwszym minusem jest niestety bardzo późna wysyłka. Pierwsza partia pudełek została wysłana przedwczoraj, podczas gdy zespół ShinyBox zapewniał, że będzie to miało miejsce w połowie miesiąca. 23 to nie połowa, tego chyba nie muszę nikomu mówić. Co dalej? ShinyBox reklamował pudełko kusząc spływającą zewsząd pyszną czekoladą. Łatwo więc było założyć, że wśród kosmetyków znajdą się... hmm, może brązowy cień do powiek? Balsam do ciała o kakaowym zapachu? Błyszczyk lub pomadka nude? Niestety, ale nic z tego. Ostatecznie słodko może i jest, ale czekolady tu brak. Wielka szkoda, bo to właśnie ona skłoniła mnie do zamówienia tego pudełka. Nie jestem jednak jakoś wyjątkowo zawiedziona, ponieważ produktów było sporo. Co więcej - pojawiły się marki, których wcześniej nie znałam. Większość kosmetyków jest dość uniwersalna i nie będę mieć problemów z ich zużyciem. Zajrzyjmy zatem do środka!

Mexmo / Labrayon

Pierwszym kosmetykiem miał być jeden produkt z trzech - kredka do ust albo oczu Mexmo lub regenerujący balsam do włosów Labrayon. Naprawdę, jak zobaczyłam te paskudne, niebieskie kredki, które znalazły się w niektórych boxach, zaczęłam trzymać kciuki za to, żeby do mojego pudełka trafił balsam z zielnej glinki. Pierwszy raz naprawdę miałam szczęście. Ten produkt decydował tak naprawdę o moich pozytywych/negatywnych odczuciach co do pudełka, więc na tym etapie jestem bardzo zadowolona.

Glov

Ciekawostka! Uwielbiam takie nowinki i produkty, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Glov to dokładniej malutka rękawica, wykonana z niby-frotowego materiału. Jest to produkt do demakijażu i oczyszczania twarzy. Co ciekawe, należy go używać tylko z wodą - wszelkie żele i pianki są podobno zbędne. Ciężko mi w to wierzyć, niemniej jednak z chęcią zobaczę, jak rękawica Glov się sprawdza.

BioOleo

Od marki BioOleo każda z nas otrzymała olejek do pielęgnacji twarzy. Mój to olej ze słodkich migdałów, ale były dostępne jeszcze cztery inne. Olejek przeznaczony jest do pielęgnacji twarzy. Właśnie dlatego zamknięty jest w takim fajnym opakowaniu - wysokiej buteleczce z roll-onem, który ma ułatwiać jego nakładanie. Po szybkim zerknięciu na skład jest dobrze - sam olej, tłoczony na zimno. Dla mnie bomba.

HairMedic

ShinyBox wylistował tę markę jako dostarczającą produkty do marcowego boxa. Na próżno szukałam kosmetyku HairMedic. W końcu jednak zorientowałam się, ze chodzi o... bon. Niefajnie, ShinyBox. Voucher oferuje rabat 100zł przy zakupie odżywki, która kosztuje 400zł. Ja na pewno nie skorzystam. Gdyby któraś z was była takim bonem zainteresowana, to proszę o maila.

Neness

Muszę przyznać, że podziwiam odwagę ekipy ShinyBox, bowiem Neness to... perfumeria. Wrzucanie wszelkich perfum i wód do pudełka to dość ryzykowny krok. Gusta dotyczące zapachów są tak różne, że nie wyobrażam sobie trafić w upodobania przynajmniej większości. Akurat ten zapach ma być odpowiednikiem La vie est belle od Lancome i założenie było chyba takie, że tak popularne perfumy muszą się podobać. Nie jestem perfumomaniaczką, więc nie powiem wam, na ile odbiega on oryginału. W mój gust nie trafił kompletnie. Z kolei mój chłopak stwierdził, z typową dla niego gracją, że jest to wyciąg z babci. Może jeszcze się do tego zapachu przekonam, ale rzeczywiście, mnie też kojarzą się ze starszą kobietą.

Biały Jeleń

Marka wprost z drogeryjnych półek. Można było natrafić na żel o jednym z czterech zapachów. W mojej paczce znalazł się żel z łopianem i jagodą. Pachnie ładnie, delikatnie słodko. Ogólnie mam jednak dość neutralne odczucia co do tego produktu. Samą markę lubię (ich hipoalergiczny balsam [KLIK] jest naprawdę godny polecenia), ale nie jest to nic wyjątkowego. Ani mnie ten kosmetyk grzeje, ani ziębi. Ot, kolejny żel pod prysznic do kolekcji.

Timotei

Najgorsze zostawiłam na koniec. Szampon Timotei z serii Miraculous Repair. Nie spodziewałam się w paczce taniego, drogeryjnego szamponu. Prawdę mówiąc, czytając komentarze pod facebookowymi postami ShinyBox - inne kobiety też nie. No ale wiadomo, trzeba liczyć na to, że kupując boxa z niewiadomą zawartością nie wszystko musi nam przypaść do gustu. U mnie Timotei nie sprawdzał się w przeszłości kompletnie, ale dam temu produktowi szansę. Jeśli się nie sprawdzi, to nie będzie to wielka strata. Akurat znalezienie innego zastosowania dla szamponu nie jest trudne.

Ostatecznie jestem z boxa zadowolona. Nie jest to może szał i jakaś wyjątkowa ekscytacja, ale jest ok. Wiem jednak, że gdyby zamiast balsamu do włosów było tu coś innego, to moja opinia uległaby zmianie. No i trochę nabrałam się na tę czekoladę, więc jest mały niesmak.

Lubicie pudełka subskrypcyjne? Zamawiałyście boxa Słodki Marzec od ShinyBox? Co sądzicie o zawartości przesyłki? Jeśli i wy macie ochotę na takie pudełko, to możecie je zamówić tutaj [KLIK].

ShinyBox "Słodki Marzec". Co znalazło się w moim pudełku? Pierwsze wrażenia

Naprawdę rzadko się decyduję na zabawę w tego typu bajery. Postanowiłam jednak zrobić sobie mały prezent ze względu na zbliżającą się wiosnę i moje urodziny. Jest w tych pudełkach coś ekscytującego, nie wiem co. Niepewność, co będzie w środku? Prawdopodobnie. Na szczęście moja niepewność została dzisiaj rozwiana, kiedy dostałam moje bardzo długo oczekiwane pudełko.

Pierwszym minusem jest niestety bardzo późna wysyłka. Pierwsza partia pudełek została wysłana przedwczoraj, podczas gdy zespół ShinyBox zapewniał, że będzie to miało miejsce w połowie miesiąca. 23 to nie połowa, tego chyba nie muszę nikomu mówić. Co dalej? ShinyBox reklamował pudełko kusząc spływającą zewsząd pyszną czekoladą. Łatwo więc było założyć, że wśród kosmetyków znajdą się... hmm, może brązowy cień do powiek? Balsam do ciała o kakaowym zapachu? Błyszczyk lub pomadka nude? Niestety, ale nic z tego. Ostatecznie słodko może i jest, ale czekolady tu brak. Wielka szkoda, bo to właśnie ona skłoniła mnie do zamówienia tego pudełka. Nie jestem jednak jakoś wyjątkowo zawiedziona, ponieważ produktów było sporo. Co więcej - pojawiły się marki, których wcześniej nie znałam. Większość kosmetyków jest dość uniwersalna i nie będę mieć problemów z ich zużyciem. Zajrzyjmy zatem do środka!

Mexmo / Labrayon

Pierwszym kosmetykiem miał być jeden produkt z trzech - kredka do ust albo oczu Mexmo lub regenerujący balsam do włosów Labrayon. Naprawdę, jak zobaczyłam te paskudne, niebieskie kredki, które znalazły się w niektórych boxach, zaczęłam trzymać kciuki za to, żeby do mojego pudełka trafił balsam z zielnej glinki. Pierwszy raz naprawdę miałam szczęście. Ten produkt decydował tak naprawdę o moich pozytywych/negatywnych odczuciach co do pudełka, więc na tym etapie jestem bardzo zadowolona.

Glov

Ciekawostka! Uwielbiam takie nowinki i produkty, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Glov to dokładniej malutka rękawica, wykonana z niby-frotowego materiału. Jest to produkt do demakijażu i oczyszczania twarzy. Co ciekawe, należy go używać tylko z wodą - wszelkie żele i pianki są podobno zbędne. Ciężko mi w to wierzyć, niemniej jednak z chęcią zobaczę, jak rękawica Glov się sprawdza.

BioOleo

Od marki BioOleo każda z nas otrzymała olejek do pielęgnacji twarzy. Mój to olej ze słodkich migdałów, ale były dostępne jeszcze cztery inne. Olejek przeznaczony jest do pielęgnacji twarzy. Właśnie dlatego zamknięty jest w takim fajnym opakowaniu - wysokiej buteleczce z roll-onem, który ma ułatwiać jego nakładanie. Po szybkim zerknięciu na skład jest dobrze - sam olej, tłoczony na zimno. Dla mnie bomba.

HairMedic

ShinyBox wylistował tę markę jako dostarczającą produkty do marcowego boxa. Na próżno szukałam kosmetyku HairMedic. W końcu jednak zorientowałam się, ze chodzi o... bon. Niefajnie, ShinyBox. Voucher oferuje rabat 100zł przy zakupie odżywki, która kosztuje 400zł. Ja na pewno nie skorzystam. Gdyby któraś z was była takim bonem zainteresowana, to proszę o maila.

Neness

Muszę przyznać, że podziwiam odwagę ekipy ShinyBox, bowiem Neness to... perfumeria. Wrzucanie wszelkich perfum i wód do pudełka to dość ryzykowny krok. Gusta dotyczące zapachów są tak różne, że nie wyobrażam sobie trafić w upodobania przynajmniej większości. Akurat ten zapach ma być odpowiednikiem La vie est belle od Lancome i założenie było chyba takie, że tak popularne perfumy muszą się podobać. Nie jestem perfumomaniaczką, więc nie powiem wam, na ile odbiega on oryginału. W mój gust nie trafił kompletnie. Z kolei mój chłopak stwierdził, z typową dla niego gracją, że jest to wyciąg z babci. Może jeszcze się do tego zapachu przekonam, ale rzeczywiście, mnie też kojarzą się ze starszą kobietą.

Biały Jeleń

Marka wprost z drogeryjnych półek. Można było natrafić na żel o jednym z czterech zapachów. W mojej paczce znalazł się żel z łopianem i jagodą. Pachnie ładnie, delikatnie słodko. Ogólnie mam jednak dość neutralne odczucia co do tego produktu. Samą markę lubię (ich hipoalergiczny balsam [KLIK] jest naprawdę godny polecenia), ale nie jest to nic wyjątkowego. Ani mnie ten kosmetyk grzeje, ani ziębi. Ot, kolejny żel pod prysznic do kolekcji.

Timotei

Najgorsze zostawiłam na koniec. Szampon Timotei z serii Miraculous Repair. Nie spodziewałam się w paczce taniego, drogeryjnego szamponu. Prawdę mówiąc, czytając komentarze pod facebookowymi postami ShinyBox - inne kobiety też nie. No ale wiadomo, trzeba liczyć na to, że kupując boxa z niewiadomą zawartością nie wszystko musi nam przypaść do gustu. U mnie Timotei nie sprawdzał się w przeszłości kompletnie, ale dam temu produktowi szansę. Jeśli się nie sprawdzi, to nie będzie to wielka strata. Akurat znalezienie innego zastosowania dla szamponu nie jest trudne.

Ostatecznie jestem z boxa zadowolona. Nie jest to może szał i jakaś wyjątkowa ekscytacja, ale jest ok. Wiem jednak, że gdyby zamiast balsamu do włosów było tu coś innego, to moja opinia uległaby zmianie. No i trochę nabrałam się na tę czekoladę, więc jest mały niesmak.

Lubicie pudełka subskrypcyjne? Zamawiałyście boxa Słodki Marzec od ShinyBox? Co sądzicie o zawartości przesyłki? Jeśli i wy macie ochotę na takie pudełko, to możecie je zamówić tutaj [KLIK].

Ładny, ciekawy manicure to dla mnie nie tylko sprawdzony lakier w ulubionym kolorze. Teraz, kiedy chyba mogę już powiedzieć, że na moich dłoniach gościł każdy kolor tęczy oraz kilka dodatkowych, staram się urozmaicać swoje paznokcie na wszelkie możliwe sposoby. Przerobiłam już trochę dziwactw, akcesoriów i ozdób i wyłoniłam z nich moich absolutnych ulubieńców. Chcecie wiedzieć co uważam za warte uwagi?

Tasiemki do zdobień i szablony

Warto wyróżnić dwa rodzaje naklejek. Pierwsze z nich to cieniutkie, około jedno milimetrowe tasiemki. Występują one w rożnych kolorach - od matowych, przez błyszczące i "brokatowe" aż do metalicznych. Można wykorzystywać je do maskowania, czyli zakrywania miejsc na paznokciu, których nie chcemy pokryć lakierem. Pomocne są też, gdy zależy nam na uzyskaniu równych granic miedzy rożnymi emaliami. Jeśli natomiast dobrze dopasujemy kolory, to takie tasiemki same w sobie mogą być idealnym dopełnieniem manicure. Drugi rodzaj naklejek to grubsze i bardziej wytrzymałe szablony. Najbardziej popularną forma są półkola, używane do francuskiego manicure. Można jednak znaleźć inne kształty - grot strzałki, zygzaki czy coś w stylu nawiasu klamerkowego. Przykładowe zdobienia wykonane przy użyciu naklejek - [KLIK], [KLIK] lub [KLIK].

Nail art tape and stencils

Płynny lateks

Kolejna rzecz to coś, co docenia się dopiero po jego wypróbowaniu. Płynny lateks, bo o nim mowa, jest bardzo przydatny przy wszystkich zdobieniach mających tendencję do robienia bałaganu. Dzięki niemu wykonanie ombre lub water marble jest niemal bezproblemowe. Oszczędza dużo czasu przy czyszczeniu skórek lub palców z lakieru. Płyn ma dość gęstą, nieco klejącą konsystencję. Nakładamy go na skórki przy pomocy załączonego pędzelka, który jest identyczny jak te w lakierach do paznokci. Możemy też malować nim wzory na płytce, co będzie działać jak płyn maskujący używany przy obrazach akwarelowych. Lateks wysycha dość szybko, tworząc gumową, ciągnącą się warstwę, która chroni skórę lub inną, pokrytą nim powierzchnię przed zabrudzeniem. Pędzelek dołączony do butelki jest mało precyzyjny, ale można zastąpić go patyczkiem z drzewa pomarańczowego, sondą albo innym pędzelkiem z własnych zbiorów. Wiem, że dziewczyny zastępują płynny lateks również klejem wikolowym, ale ja nie miałam okazji sprawdzić, czy ten zamiennik jest skuteczny. Przykładowe zdobienie, przy którym można wykorzystać taki bajer - [KLIK].

Liquid latex

Naklejki wodne

Następne akcesorium to naklejki wodne, przed którymi wzbraniałam się bardzo długo. Zawsze wydawało mi się, że jest to droga na skróty i coś dla leniwych. Zdecydowanie faworyzowałam zdobienia malowane własnoręcznie. Dopiero niedawno trafiło do mnie kilka arkuszy naklejek zamówionych na aliexpress. Używa się ich jak popularnych kiedyś tatuaży z chipsów. Odcinamy kawałek, moczymy go wodzie, następnie usuwamy folię zabezpieczającą i odklejamy wzór, który umieszczamy na paznokciu. Naklejkę można dopasować do kształtu paznokci przy pomocy nożyczek lub po prostu zmywacza do paznokci i pędzelka. Jest to bardzo prosty sposób na profesjonalnie wyglądający manicure. Takie "tatuaże" pozwalają zaoszczędzić bardzo dużo czasu. Cały proces jest mało pracochłonny, szczególnie, jeśli wykorzystujemy naklejki o dużym formacie, czyli takie które pokrywają całą powierzchnię paznokcia. Dzięki tej drodze na skróty można uzyskać naprawdę wspaniałe efekty przy małym nakładzie sił. Moje zdobienie z naklejkami wodnymi - [KLIK].

Water decals

Zestaw do stemplowania

Stemplowanie zdecydowanie wymaga największych nakładów pracy. Na idealny manicure składa się tutaj kilka równie istotnych części. Jest to nie tylko dobra, dokładnie wygrawerowana płytka, ale też miękki, klejący się stempel oraz gęste i mocno napigmentowane lakiery. Opanowanie tej techniki może zająć trochę czasu, jednak efekty końcowe są warte zachodu. Przy stemplowaniu można dowolnie eksperymentować z wzorami oraz kolorami, oraz wykończeniami emalii by uzyskać niepowtarzalny manicure. Zestawy do stemplowania są dość tanie. Pierwszą płytkę oraz stempel ze zdrapką można zakupić na wielu zagranicznych stronach już za około 5 zł. W sieci jest też dostępnych wiele filmików, dzięki którym można uniknąć robienia typowych błędów nowicjuszy. Po osiągnięciu pewnej wprawy może to być naprawdę szybki sposób na bardzo ciekawe, dokładne zdobienia paznokci. Jak wyglądają stempelki na paznokciach - [KLIK].

A stamping kit

Top-coat

Ostatnie na mojej liście są top coaty. Wiem, że dla wielu z was, jak i obecnie dla mnie są to obowiązkowe elementy każdego manicure, ale zdaję sobie sprawę z tego, że są dziewczyny, które nie używają tego typu produktów. Sama do niedawna nie widziałam sensu ich istnienia! Często zdarzało mi się wynajdywać nowe sposoby na szybsze wysychanie lakieru, jak na przykład moczenie paznokci w zimnej wodzie, jednak nie dawało to satysfakcjonujących efektów i trwało zdecydowanie zbyt długo. Zadaniem top coatu jest własnie to - przyspieszenie wysychania lakieru. Do tego taki produkt oferuje nam wygładzenie powierzchni paznokcia oraz nabłyszczenie manicure. Dobry kosmetyk może skrócić czas oczekiwania na wyschnięcie lakieru nawet do kilkudziesięciu sekund. Moim ulubieńcem jest Insta-Dri od Sally Hansen, ale wiele z was bardzo chwali Seche Vite, który mnie akurat nie przypadł do gustu. Warto zrobić mały przegląd produktów tego typu i sprawdzić, co się u nas najlepiej sprawdza. Opłaca się przeznaczyć kilkanaście złotych na dobry top coat i cieszyć się nie tylko blaskiem zbliżonym do lakierów hybrydowych, ale też wydłużoną trwałością naszego manicure.

Top-coat

Co uważacie za niezbędne akcesorium każdej lakieromaniaczki? Bez czego wy nie możecie obejść się w swoich lakierowych kosmetyczkach?

5 akcesoriów z niezbędnika lakieromaniaczki | 5 essential accessories for a lacquerista

Ładny, ciekawy manicure to dla mnie nie tylko sprawdzony lakier w ulubionym kolorze. Teraz, kiedy chyba mogę już powiedzieć, że na moich dłoniach gościł każdy kolor tęczy oraz kilka dodatkowych, staram się urozmaicać swoje paznokcie na wszelkie możliwe sposoby. Przerobiłam już trochę dziwactw, akcesoriów i ozdób i wyłoniłam z nich moich absolutnych ulubieńców. Chcecie wiedzieć co uważam za warte uwagi?

Tasiemki do zdobień i szablony

Warto wyróżnić dwa rodzaje naklejek. Pierwsze z nich to cieniutkie, około jedno milimetrowe tasiemki. Występują one w rożnych kolorach - od matowych, przez błyszczące i "brokatowe" aż do metalicznych. Można wykorzystywać je do maskowania, czyli zakrywania miejsc na paznokciu, których nie chcemy pokryć lakierem. Pomocne są też, gdy zależy nam na uzyskaniu równych granic miedzy rożnymi emaliami. Jeśli natomiast dobrze dopasujemy kolory, to takie tasiemki same w sobie mogą być idealnym dopełnieniem manicure. Drugi rodzaj naklejek to grubsze i bardziej wytrzymałe szablony. Najbardziej popularną forma są półkola, używane do francuskiego manicure. Można jednak znaleźć inne kształty - grot strzałki, zygzaki czy coś w stylu nawiasu klamerkowego. Przykładowe zdobienia wykonane przy użyciu naklejek - [KLIK], [KLIK] lub [KLIK].

Nail art tape and stencils

Płynny lateks

Kolejna rzecz to coś, co docenia się dopiero po jego wypróbowaniu. Płynny lateks, bo o nim mowa, jest bardzo przydatny przy wszystkich zdobieniach mających tendencję do robienia bałaganu. Dzięki niemu wykonanie ombre lub water marble jest niemal bezproblemowe. Oszczędza dużo czasu przy czyszczeniu skórek lub palców z lakieru. Płyn ma dość gęstą, nieco klejącą konsystencję. Nakładamy go na skórki przy pomocy załączonego pędzelka, który jest identyczny jak te w lakierach do paznokci. Możemy też malować nim wzory na płytce, co będzie działać jak płyn maskujący używany przy obrazach akwarelowych. Lateks wysycha dość szybko, tworząc gumową, ciągnącą się warstwę, która chroni skórę lub inną, pokrytą nim powierzchnię przed zabrudzeniem. Pędzelek dołączony do butelki jest mało precyzyjny, ale można zastąpić go patyczkiem z drzewa pomarańczowego, sondą albo innym pędzelkiem z własnych zbiorów. Wiem, że dziewczyny zastępują płynny lateks również klejem wikolowym, ale ja nie miałam okazji sprawdzić, czy ten zamiennik jest skuteczny. Przykładowe zdobienie, przy którym można wykorzystać taki bajer - [KLIK].

Liquid latex

Naklejki wodne

Następne akcesorium to naklejki wodne, przed którymi wzbraniałam się bardzo długo. Zawsze wydawało mi się, że jest to droga na skróty i coś dla leniwych. Zdecydowanie faworyzowałam zdobienia malowane własnoręcznie. Dopiero niedawno trafiło do mnie kilka arkuszy naklejek zamówionych na aliexpress. Używa się ich jak popularnych kiedyś tatuaży z chipsów. Odcinamy kawałek, moczymy go wodzie, następnie usuwamy folię zabezpieczającą i odklejamy wzór, który umieszczamy na paznokciu. Naklejkę można dopasować do kształtu paznokci przy pomocy nożyczek lub po prostu zmywacza do paznokci i pędzelka. Jest to bardzo prosty sposób na profesjonalnie wyglądający manicure. Takie "tatuaże" pozwalają zaoszczędzić bardzo dużo czasu. Cały proces jest mało pracochłonny, szczególnie, jeśli wykorzystujemy naklejki o dużym formacie, czyli takie które pokrywają całą powierzchnię paznokcia. Dzięki tej drodze na skróty można uzyskać naprawdę wspaniałe efekty przy małym nakładzie sił. Moje zdobienie z naklejkami wodnymi - [KLIK].

Water decals

Zestaw do stemplowania

Stemplowanie zdecydowanie wymaga największych nakładów pracy. Na idealny manicure składa się tutaj kilka równie istotnych części. Jest to nie tylko dobra, dokładnie wygrawerowana płytka, ale też miękki, klejący się stempel oraz gęste i mocno napigmentowane lakiery. Opanowanie tej techniki może zająć trochę czasu, jednak efekty końcowe są warte zachodu. Przy stemplowaniu można dowolnie eksperymentować z wzorami oraz kolorami, oraz wykończeniami emalii by uzyskać niepowtarzalny manicure. Zestawy do stemplowania są dość tanie. Pierwszą płytkę oraz stempel ze zdrapką można zakupić na wielu zagranicznych stronach już za około 5 zł. W sieci jest też dostępnych wiele filmików, dzięki którym można uniknąć robienia typowych błędów nowicjuszy. Po osiągnięciu pewnej wprawy może to być naprawdę szybki sposób na bardzo ciekawe, dokładne zdobienia paznokci. Jak wyglądają stempelki na paznokciach - [KLIK].

A stamping kit

Top-coat

Ostatnie na mojej liście są top coaty. Wiem, że dla wielu z was, jak i obecnie dla mnie są to obowiązkowe elementy każdego manicure, ale zdaję sobie sprawę z tego, że są dziewczyny, które nie używają tego typu produktów. Sama do niedawna nie widziałam sensu ich istnienia! Często zdarzało mi się wynajdywać nowe sposoby na szybsze wysychanie lakieru, jak na przykład moczenie paznokci w zimnej wodzie, jednak nie dawało to satysfakcjonujących efektów i trwało zdecydowanie zbyt długo. Zadaniem top coatu jest własnie to - przyspieszenie wysychania lakieru. Do tego taki produkt oferuje nam wygładzenie powierzchni paznokcia oraz nabłyszczenie manicure. Dobry kosmetyk może skrócić czas oczekiwania na wyschnięcie lakieru nawet do kilkudziesięciu sekund. Moim ulubieńcem jest Insta-Dri od Sally Hansen, ale wiele z was bardzo chwali Seche Vite, który mnie akurat nie przypadł do gustu. Warto zrobić mały przegląd produktów tego typu i sprawdzić, co się u nas najlepiej sprawdza. Opłaca się przeznaczyć kilkanaście złotych na dobry top coat i cieszyć się nie tylko blaskiem zbliżonym do lakierów hybrydowych, ale też wydłużoną trwałością naszego manicure.

Top-coat

Co uważacie za niezbędne akcesorium każdej lakieromaniaczki? Bez czego wy nie możecie obejść się w swoich lakierowych kosmetyczkach?

Czasem weźmie mnie na słodkie, dziewczęce paznokcie. Wtedy nie ma przebacz - króluje u mnie róż oraz wszelkie jego odmiany. Dzięki Agwer miałam okazję odnaleźć lakier idealnie wpisujący się w ten motyw. Dzisiaj to właśnie on zdominował moje zdobienie. Całość jest bardzo urocza, ale i "strojna"... jeśli można to ująć w ten sposób. Przy takim manicure biżuteria jest raczej zbędna. A przynajmniej na żywo taka jest, kiedy wszystko błyszczy i lśni w słońcu.

Sometimes I feel like wearing a sweet, girly manicure. When it happens I'm all about pink and glitter. Thanks to Agwer I had a chance to find a polish that fits the theme perfectly. It actually dominated today's manicure. The whole thing turned out cute, but also quite adorned... if you can put it that way. With those nails you won't need any jewellery. I mean, when the sun shines on them and they get all sparkly. The photos don't count.

Do wykonania tego manicure użyłam lakieru, który dość często przewija się przez moje notki. Słodki róż od Sally Hansen Xtreme Wear, o nazwie Ticked Pink, posłużył mi za cukierkową bazę. Pokryłam go topem z tej samej firmy - sprawującym się na szóstkę Insta-Dri. Na suche paznokcie nakleiłam zamówione na aliexpress szablony w kształcie strzałek. Następnie część płytki od nasady do naklejki pomalowałam dwoma warstwami pięknej emalii Stardust od GOSH. Starałam się uchwycić efekt, jaki daje, ale złapałam tylko jego przebłyski. Niestety, wcale nie chce współpracować z aparatem. Pięknie mieni się na różowo, widać też w nim domieszkę turkusowego brokatu. Po oderwaniu szablonu na złączeniach lakierów przykleiłam paski cienkich, srebrnych tasiemek do zdobień. Całość pokryłam lakierem nabłyszczającym z Douglasa.

Tickled Pink from Sally Hansen's Xtreme Wear line was my base. I covered it with the same brand's top coat - A+ deserving Insta-Dri. When my nails were dry, I placed an arrow-shaped stencil on every one of them. Then, I covered the space from the root of the nail right to the stencil with two layers of beautiful Stardust from GOSH. I really tried to catch its beauty on the photos, but that was just pointless. Either my camera sucks or I'm really bad at photography. Or both. Stardust is really sparkly and shiny, it seems pink in one angle, but turquoise in another. After peeling the stencils off, I covered the edges with thin, silver nail art tape. I finished my manicure with Douglas' Never topless top coat.

To wszystko! Czasem jeden piękny lakier robi za całe zdobienie. Jak wam się podoba manicure z notki? Jaki lakier z waszej kolekcji określiłybyście mianem najpiękniejszego?

That's all! Sometimes one beautiful nail polish is all it takes. What do you think about my nails? Which polish from your collection deserves to be called "the most beautiful"?

Paznokcie godne księżniczki | Princess-worthy manicure | Tutorial

Czasem weźmie mnie na słodkie, dziewczęce paznokcie. Wtedy nie ma przebacz - króluje u mnie róż oraz wszelkie jego odmiany. Dzięki Agwer miałam okazję odnaleźć lakier idealnie wpisujący się w ten motyw. Dzisiaj to właśnie on zdominował moje zdobienie. Całość jest bardzo urocza, ale i "strojna"... jeśli można to ująć w ten sposób. Przy takim manicure biżuteria jest raczej zbędna. A przynajmniej na żywo taka jest, kiedy wszystko błyszczy i lśni w słońcu.

Sometimes I feel like wearing a sweet, girly manicure. When it happens I'm all about pink and glitter. Thanks to Agwer I had a chance to find a polish that fits the theme perfectly. It actually dominated today's manicure. The whole thing turned out cute, but also quite adorned... if you can put it that way. With those nails you won't need any jewellery. I mean, when the sun shines on them and they get all sparkly. The photos don't count.

Do wykonania tego manicure użyłam lakieru, który dość często przewija się przez moje notki. Słodki róż od Sally Hansen Xtreme Wear, o nazwie Ticked Pink, posłużył mi za cukierkową bazę. Pokryłam go topem z tej samej firmy - sprawującym się na szóstkę Insta-Dri. Na suche paznokcie nakleiłam zamówione na aliexpress szablony w kształcie strzałek. Następnie część płytki od nasady do naklejki pomalowałam dwoma warstwami pięknej emalii Stardust od GOSH. Starałam się uchwycić efekt, jaki daje, ale złapałam tylko jego przebłyski. Niestety, wcale nie chce współpracować z aparatem. Pięknie mieni się na różowo, widać też w nim domieszkę turkusowego brokatu. Po oderwaniu szablonu na złączeniach lakierów przykleiłam paski cienkich, srebrnych tasiemek do zdobień. Całość pokryłam lakierem nabłyszczającym z Douglasa.

Tickled Pink from Sally Hansen's Xtreme Wear line was my base. I covered it with the same brand's top coat - A+ deserving Insta-Dri. When my nails were dry, I placed an arrow-shaped stencil on every one of them. Then, I covered the space from the root of the nail right to the stencil with two layers of beautiful Stardust from GOSH. I really tried to catch its beauty on the photos, but that was just pointless. Either my camera sucks or I'm really bad at photography. Or both. Stardust is really sparkly and shiny, it seems pink in one angle, but turquoise in another. After peeling the stencils off, I covered the edges with thin, silver nail art tape. I finished my manicure with Douglas' Never topless top coat.

To wszystko! Czasem jeden piękny lakier robi za całe zdobienie. Jak wam się podoba manicure z notki? Jaki lakier z waszej kolekcji określiłybyście mianem najpiękniejszego?

That's all! Sometimes one beautiful nail polish is all it takes. What do you think about my nails? Which polish from your collection deserves to be called "the most beautiful"?

Nie możecie już słuchać o Walentynkach? Macie już dość tych natrętnych czerwonych tyłków atakujących zza każdego rogu? No to bardzo mi przykro, bo ja jeszcze nie wypowiedziałam się w tym temacie! Uwielbiam Walentynki, więc przygotowałam proste zdobienie, które jest banalnie proste do odtworzenia. Uwaga, bo od tego momentu robi się naprawdę słodko i miłośnie!

Aren't you just tired of hearing about Valentine's Day? Aren't you sick and tired of those intrusive red butts attacking from every corner? Too bad, because I'm about to show you some love! I love Valentine's Day so I prepared a simple nail art that's easily recreatable. It's about to get all cutesy and lovey from here... hang on!

Od dłuższego czasu chciałam spróbować tego wzoru, ale zawsze było mi nie po drodze z kształtem paznokcia. Niestety, nie będzie to dobrze wyglądać na kwadratach. Szczęśliwie się składa, że od jakiegoś czasu uparcie wypiłowuję migdałki/szpice. Sam zdobienie jest bardzo proste. Gdyby pominąć palec wskazujący, to do wykonania tego manicure nie są potrzebne żadne tasiemki ani naklejki. Przy serduszkach najważniejsza jest srebrna linia. Przy starannym jej narysowaniu "robimy" całe zdobienie i dodatkowo tuszujemy wszelkie niedoskonałości w brzegach serca. À propos serc - namalowałam je intensywną czerwienią od Sally Hansen (175 - Pucker Up). Za bazę robiła biel z któregoś z Posh Boxów Wibo.

I wanted to try this pattern for a while now, but it never worked out with my nail shape. Yeah, it won't look good on squares. Luckily, lately I've been filing my nails almond/stiletto like a crazy person. The pattern itself is super easy. When you skip the index finger you don't even have to use any tape or stickers. With those hearts, the silver line is the most important part. When you're being precise enough you can cover any mistakes in heart's edges with it. While we're discussing hearts- I painted them with Sally Hansen's Pucker Up (175). My white base is a polish from one of Wibo's Posh Boxes.

Ale, ale! Pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę na ten cudowny, srebrny, brokatowy lakier, który się tak wspaniale prezentuje. Jest to emalia Wibo z limitowanej serii Royal Manicure. Mamy w niej masę srebrnych drobinek o różnych wielkościach, które dają wizualny efekt lakieru strukturalnego. Chociaż jej krycie jest standardowe (2 warstwy), to jako bazę pod nią użyłam lakieru Allepaznokcie o numerze 114. Chociaż zrobiłam to tylko "na wszelki wypadek", to okazało się to strzałem w dziesiątkę - emalie pięknie się dopełniają i uzyskujemy piękne, intensywne srebro. Z tym połączeniem na paznokciach nie da się ruszyć żadnej roboty, gwarantuję. O czym ja to pisałam? Ach, sorry, znów zagapiłam się na moje paznokcie.

But, but! I pimarily wanted to bring this gorgeous, silver glitter to your attention. It comes from Wibo's limited edition called Royal Manicure. Tons and tons of different sized glitter particles give a nice look of a stuctural nail polish. Although it has a satysfying coverage (2 layers), I put it on a silver base - Allepaznokcie 114. I paired them "just in case" and it turned out to be an awesome choice. They compliment each other really well and as a result we get a marvelous, intense silver. With this combo you won't get any work done, I can guarantee that. What was I saying? Oh, yeah, sorry. I was staring at my nails again.

Jakie macie plany na Walentynki? Planujcie jakieś specjalne, walentynkowe manicure?

What are your plans for Valentine's Day? Are you going for some Valentine's Day nail art?

P.S. Dużo miłości, kochane!

P.S. Lots of love, girls!

Walentynkowe zdobienie | Valentine's Day nail art

Nie możecie już słuchać o Walentynkach? Macie już dość tych natrętnych czerwonych tyłków atakujących zza każdego rogu? No to bardzo mi przykro, bo ja jeszcze nie wypowiedziałam się w tym temacie! Uwielbiam Walentynki, więc przygotowałam proste zdobienie, które jest banalnie proste do odtworzenia. Uwaga, bo od tego momentu robi się naprawdę słodko i miłośnie!

Aren't you just tired of hearing about Valentine's Day? Aren't you sick and tired of those intrusive red butts attacking from every corner? Too bad, because I'm about to show you some love! I love Valentine's Day so I prepared a simple nail art that's easily recreatable. It's about to get all cutesy and lovey from here... hang on!

Od dłuższego czasu chciałam spróbować tego wzoru, ale zawsze było mi nie po drodze z kształtem paznokcia. Niestety, nie będzie to dobrze wyglądać na kwadratach. Szczęśliwie się składa, że od jakiegoś czasu uparcie wypiłowuję migdałki/szpice. Sam zdobienie jest bardzo proste. Gdyby pominąć palec wskazujący, to do wykonania tego manicure nie są potrzebne żadne tasiemki ani naklejki. Przy serduszkach najważniejsza jest srebrna linia. Przy starannym jej narysowaniu "robimy" całe zdobienie i dodatkowo tuszujemy wszelkie niedoskonałości w brzegach serca. À propos serc - namalowałam je intensywną czerwienią od Sally Hansen (175 - Pucker Up). Za bazę robiła biel z któregoś z Posh Boxów Wibo.

I wanted to try this pattern for a while now, but it never worked out with my nail shape. Yeah, it won't look good on squares. Luckily, lately I've been filing my nails almond/stiletto like a crazy person. The pattern itself is super easy. When you skip the index finger you don't even have to use any tape or stickers. With those hearts, the silver line is the most important part. When you're being precise enough you can cover any mistakes in heart's edges with it. While we're discussing hearts- I painted them with Sally Hansen's Pucker Up (175). My white base is a polish from one of Wibo's Posh Boxes.

Ale, ale! Pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę na ten cudowny, srebrny, brokatowy lakier, który się tak wspaniale prezentuje. Jest to emalia Wibo z limitowanej serii Royal Manicure. Mamy w niej masę srebrnych drobinek o różnych wielkościach, które dają wizualny efekt lakieru strukturalnego. Chociaż jej krycie jest standardowe (2 warstwy), to jako bazę pod nią użyłam lakieru Allepaznokcie o numerze 114. Chociaż zrobiłam to tylko "na wszelki wypadek", to okazało się to strzałem w dziesiątkę - emalie pięknie się dopełniają i uzyskujemy piękne, intensywne srebro. Z tym połączeniem na paznokciach nie da się ruszyć żadnej roboty, gwarantuję. O czym ja to pisałam? Ach, sorry, znów zagapiłam się na moje paznokcie.

But, but! I pimarily wanted to bring this gorgeous, silver glitter to your attention. It comes from Wibo's limited edition called Royal Manicure. Tons and tons of different sized glitter particles give a nice look of a stuctural nail polish. Although it has a satysfying coverage (2 layers), I put it on a silver base - Allepaznokcie 114. I paired them "just in case" and it turned out to be an awesome choice. They compliment each other really well and as a result we get a marvelous, intense silver. With this combo you won't get any work done, I can guarantee that. What was I saying? Oh, yeah, sorry. I was staring at my nails again.

Jakie macie plany na Walentynki? Planujcie jakieś specjalne, walentynkowe manicure?

What are your plans for Valentine's Day? Are you going for some Valentine's Day nail art?

P.S. Dużo miłości, kochane!

P.S. Lots of love, girls!