Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Rossmann -49% 2017 | Promocja na kosmetyki do makijażu twarzy, oczu, ust i paznokci | Moja lista zakupów

Promocja -49% w Rossmannie zbliża się wielkimi krokami. Specjalnie na tą okazję powstrzymuję się przed kosmetycznymi zakupami i wykańczam resztki mojej kolorówki, więc moja kosmetyczka powoli zaczyna świecić pustkami. Na szczęście, dzięki temu, będę mogła odrobinę zaszaleć na promocji i przy okazji trochę zaoszczędzić na produktach, których potrzebuję. Nie liczę lakierów do paznokci, bo tego wystarczyłoby mi na 5 cykli życia, ale ćśśś...

Promocja -49% Rossmann 2017

Promocja po raz kolejny będzie dzieliła się na trzy części. W pierwszej, trwającej od 20.04 do 25.04 taniej będzie można kupić produkty do makijażu twarzy (podkłady, pudry, korektory). W dniach 26.04 - 03.05 przecenione będą kosmetyki do makijażu oczu (tusze, cienie, kredki). Podczas ostatniej części promocji, od 04.05 do 10.05, mniej zapłacimy za produkty do ust i paznokci (szminki, błyszczyki, kredki do ust, lakiery do paznokci, top coaty).

Tym razem postanowiłam przygotować sobie listę kosmetyków, które muszę, albo chcę kupić. Podczas ostatniej promocji poszłam na żywioł, i naprawdę, nie jest to dobre rozwiązanie. Ostatecznie zapomniałam o połowie rzeczy, które chciałam, a kupiłam inne, które nie były najlepszej jakości. Tym razem stawiam na przemyślane (co nie oznacza, że małe) zakupy.

Na mojej liście znajdują się tylko 4 sprawdzone przeze mnie produkty, czyli kosmetyki do których wracam raz za razem. Reszta to rzeczy, które już od pewnego czasu chciałam wypróbować albo ciekawe, kuszące nowości.

Promocja -49% Rossmann 2017. Co kupić na promocji w Rossmannie?

Ulubieńcy

Lovely, Pump Up, tusz do rzęs podkręcający

Tego tuszu używam regularnie już od lat i na razie nie planuję zamieniać go na nic innego. Lubię w nim to, że się nie osypuje, z czym zawsze mam problem przy tuszach (zawsze gdzieś, czymś przetrę oko). Ma bardzo wygodną, silikonową szczoteczkę, z wypustkami o rożnej długości. Nie sprawia trudności przy demakiajżu i łatwo go zetrzeć z twarzy, kiedy np. przez przypadek pacniemy się szczoteczką w nos, albo kichniemy przy malowaniu oka. Cena regularna: 10.99zł.

Maybelline, Affinitone, korektor

Ten korektor kupiłam na promocji prawie dwa lata temu i od tamtej pory jest moim ulubionym. Używam go pod oczami, gdzie sprawdza się bardzo dobrze (na niedoskonałości jest zbyt lekki). Świetnie stapia się ze skórą, nie wchodzi w zmarszczki i załamania i jest trwały. Dobrze się rozciera i łączy z bazą. Cena regularna: 28.99zł.

Puder matujący Rimmel Stay Matte

Puder, do którego zawsze wracam. Matuje na długo i przedłuża trwałość makijażu, nie odznaczając się na twarzy. Cena regularna: 26.79zł.

Top coat Insta-Dri Sally Hansen

Absolutne must-have przy wykonywaniu manicure zwykłymi lakierami. Nie tylko przyspiesza wysychanie paznokci, ale przedłuża trwałość emalii oraz wyrównuje ją i nabłyszcza. Cena regularna: 21.99zł.

Poza tymi czterema kosmetykami mogę polecić inne, które ja tym razem sobie odpuszczę. Zwolenniczkom średnio kryjących, rozświetlających podkładów może przypaść do gustu Rimmel Wake Me Up! (46.99zł), który pięknie wygląda na skórze. W dziale ze szminkami zerknijcie na matowe pomadki Lovely Extra Lasting, szczególnie tę w odcieniu nr 1. Ich cena regularna to 9.99zł, a jakość jak na tę kwotę jest zaskakująco dobra. Warto zaopatrzyć się też w lakiery Eveline MiniMax (6.69zł) lub Wibo (6.59zł) - za niewielką cenę można kupić kilka podstawowych, bazowych kolorów dobrej jakości.

Nowości

Podkład rozświetlający Bourjois, Healthy Mix

Zastanawiałam się nad nim przy ostatniej promocji i ostatecznie się na niego nie zdecydowałam. Jego recenzje przekonują mnie, że byłby to kosmetyk dobry dla mnie. Myślę, że dobrze sprawdziłby się wiosną i podczas nadchodzącego lata. Cena regularna: 62.99zł.

Bronzer Lovely, wersja milky chocolate

Wyglądem przypomina czekoladkę Bourjouis, ale kolor produktu jest dużo chłodniejszy. Myślę, że idealnie zastąpi bronzer KOBO, którego używałam do tej pory i który wykończyłam do ostatniego okruszka. Cena regularna: 23.69zł.

Paletka rozświetlaczy Wibo, Star Shine

Zakochałam się w tej palecie od pierwszego wejrzenia. Myślę, że będzie to lepsza wersja rozświetlaczy Lovely. Nawet wygląda porządniej. Cena: ???.

Bronzer Wibo, Baked Mix

Kosmetyk, którego planuję używać latem. Satynowy bronzer, który ładnie rozświetli twarz i podkreśli opaleniznę. Cena regularna: 21.99zł.

Róż Wibo, Ecstasy

Nie ma co ukrywać, ta seria to ewidentnie podróbka róży NARS. Trudno tu mówić nawet o inspiracji, kiedy słowo "Ectasy" jest napisane tą samą czcionką, z takimi samymi odstępami pomiędzy literami. No i sentyment podobny. Mimo wszystko, ten róż wygląda przepięknie! Cena: 21.99zł.

Eyebrow pomade Wibo

Chciałabym wypróbować, z czystej ciekawości. Używałam pomady Inglot, która wyschła w mig, a jej kolor okazał się być zbyt ciepły. Może tańszy odpowiednik będzie dla mnie lepszy. Cena: ???.

Zestaw do makijażu Lovely, K-lips

Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat tych zestawów, więc chciałabym wypróbować jeden z nich. Podoba mi się ten w odcieniu nude. Cena: 19.99zł.

Cienie do powiek Lovely, Precious Kit

Widziałyście te cienie? Paletka przypomina mi nieco Vintage Romance od Sleeka, do której kiedyś wzdychałam. Tutaj kolory jednak dużo bardziej do mnie przemawiają. Cena: 31.99zł.

Pomadka Wibo, Million Dollar Lips

Podoba mi się kolor jednej z dwóch nowych pomadek z tej serii. To jasny, brudny róż, których nigdy mi za wiele. Cena: 13.99zł.

Metallic nail polish Wibo

Te lakiery obowiązkowo wrócą ze mną do domu. Podoba mi się w nich wszystko, od pomysłu do zakrętki butelki. Emalie mają dawać tak popularny ostatnio efekt lustra. Cena za sztukę: 6.49zł.

Strobing nail polish Wibo

Nie jestem pewna, jakiego typu są to lakiery. Obstawiam półprzezroczystą białą bazę z ogromem drobinek. Myślę, że ta emalia może przypominać "efekt syrenki". Cena: ???

To byłoby na tyle! Jak widać, planuję wypróbować wiele nowych kosmetyków. Część z nich ma być dostępna w sprzedaży dopiero od kwietnia, dlatego nie znam jeszcze ich cen.

A wy planujecie zakupy na promocji -49% w Rossmannie? Jakie kosmetyki chcecie kupić? Stawiacie na sprawdzone produkty czy testujecie nowości?

Czytaj dalej »

Żele pod prysznic Palmolive Gourmet | Dwa zapachy - kokos i truskawka

Wydaje mi się, że znaczna większość ludzi w żelach pod prysznic lubi zapachy kwiatowe, lub orzeźwiające, owocowe. Nie liczę już tego, ile razy ktoś, słysząc, że uwielbiam zapach czekolady pod prysznicem, robił zdziwioną minę. No halo, albo się kocha czekoladę, albo nie! I bardzo proszę - ktoś, gdzieś, daleko (prawdopodobnie) śpiewając do słuchawki prysznicowej pomyślał sobie - "a gdyby zrobić serię kosmetyków pachnących słodkimi deserami"? Ja to bardzo dobrze rozumiem - co może być lepszego niż połączenie dwóch z najlepszych rzeczy pod słońcem: słodyczy i gorących pryszniców?

Żele Palmolive Gourmet pojawiły się w sklepach w zeszłym roku. Mocno reklamowane, bardzo zachwalane, miały mieć piękne zapachy (przygotowane z myślą o smakoszach - stąd ta nazwa), którymi można się cieszyć nie licząc kalorii! Chyba nie muszę mówić coś więcej. Wiem, że nie każdemu takie aromaty podobają się pod prysznicem, ale dla mnie nie ma nic lepszego. Wypróbowałam wszystkie dostępne wersje tego żelu i te z dzisiejszego posta są moimi ulubionymi, chociaż wersja miętowa (miętowy deser Aero) i czekoladowa, o której już kiedyś pisałam (mus czekoladowy) też są świetne. Najmniej odpowiadał mi żel o zapachu wanilli, który pachnie jak każdy inny waniliowy kosmetyk. Wersja kokosowa przypomina mi mleko kokosowe albo domowe Bounty. Żel truskawkowy pachnie cukierkami pudrowymi, ale mojemu chłopakowi przywodzi na myśl landrynki Alpenliebe.

Pomijając kwestie zapachowe, żele świetnie się sprawdzają. Są gęste, ciągnące i bardzo kremowe. Tworzą masę puszystej, zbitej piany. Dzięki temu są bardzo wydajne i wystarczają na długo. Co ważne - nie wysuszają skóry jak niektóre produkty tego typu. Żele są dostępne w sześciu wersjach zapachowych - czekolada, wanilia, brzoskwinia, mięta, truskawka i kokos. Na próbę możemy wybrać wersję małą - 250ml, która kosztuje ok. 6-7zł, albo od razu sięgnąć po wersję 500ml, za którą zapłacimy ok. 12zł. Większe butelki często można spotkać na promocji w Rossmannie czy Hebe za ok. 9zł. Polecam, 10/10. Aż chce się brać prysznic 10 razy dziennie.

Znacie żele Palmolive Gourmet? Lubicie słodkie zapachy kosmetyków do kąpieli? Jaki jest wasz ulubiony żel pod prysznic?

Czytaj dalej »

Miętowo - srebrne geode nails | Suche marble - tutorial krok po kroku

Są dwie rzeczy, które bardzo mi się podobają - surowe, nieoszlifowane minerały i water marble. Tego drugiego próbowałam wielokrotnie i zawsze kończyło się to klęską. Kryształy z kolei ciężko przenieść na paznokcie. Na szczęście istnieją sposoby na wyciągnięcie z tych dwóch rzeczy tego, co najlepsze i odrzucenie całej reszty bezsensu. Jeśli chcecie wiedzieć jak wykonać manicure z głównego zdjęcia, to czytajcie dalej!

Jeśli nie kojarzycie, czym są geody, to są to puste przestrzenie w skałach, wypełnione w środku jakimś minerałem. Wykorzystywane są na wiele sposobów - do tworzenia biżuterii, pojemników, ozdób, a ostatnio widziałam nawet zrobioną z druzy... umywalkę! Nie będę się zagłębiać w to, jak powstają. Krótko mówiąc, są piękne. Można by podciągnąć to zdobienie także pod paznokcie marmurkowe, gdzie marmur jest dość nietypowy. Wystarczyłoby jednak użyć białej bazy i odrobiny czarnego lub szarego lakieru i wyszedłby nam biały marmurek, najmodniejszy w tym sezonie. Z kolei "water" marble bez wody jest dużo prostszy w wykonaniu i produkuje nieporównywalnie mniej bałaganu. Nie trzeba martwić się o odpowiednią temperaturę płynu, dobrze dobraną konsystencję lakierów i masę sprzątania.

Lakiery, których użyłam do wykonania tego zdobienia to czerń Eveline MiniMax, srebrny lakier Allepaznokcie i Barry M Gelly Hi - Shine w kolorze 'Sugar Apple'.

Do stworzenia takiego manicure musimy się odpowiednio przygotować. Po pierwsze, będzie potrzebna nam jakaś śliska, dość sztywna powierzchnia, na której stworzymy swoją naklejkę - folia (np. z gładkiej koszulki na dokumenty), silikonowa mata do zdobień paznokci albo podkładka na stół. Ja wykorzystałam podkładkę i malowałam na jej odwrocie, gdzie nie było nadruku. Wybieramy lakiery, które nie są zbyt gęste - w zasadzie im rzadsze, tym lepiej. Bezpiecznym wyborem kolorów jest jeden lakier, który będzie stanowić naszą bazę - najlepiej neutralny odcień szarości, biel lub czerń. Do tego odrobina wybranego lakieru kolorowego, który będzie udawać barwą nasz minerał. Na koniec dodajemy odrobinę czegoś błyszczącego - srebrnego, złotego, piaskowego, holograficznego, perłowego albo brokatowego lakieru. Na naszą powierzchnię wylewamy po kilka kropel lakierów, w dowolnych proporcjach - zależy który kolor ma dominować w manicure. Następnie, zanim lakiery zaczną zasychać, obracamy ją w różne strony, pozwalając lakierom spływać, rozmywać się i przenikać. Ważne, żeby lakierom nie pomagać i np. nie dmuchać na nie - popełniłam ten błąd i zamiast efektu kryształu otrzymałam wizualizację gołębiej kupy, czego jako mieszkanka Krakowa bardzo nie polecam. Kiedy wzór naszej "naklejki" nas satysfakcjonuje, odkładamy ją do wyschnięcia na około 6-8h. Po tym czasie odrywamy nasze dzieło (lakiery muszą być całkowicie suche, nie mogą się kleić ani ciągnąć) i tniemy ją na kawałki wielkości naszych paznokci. Takie kawałki nakładamy na paznokcie, najlepiej na jeszcze lekko klejący się lakier bazowy i odcinamy nożyczkami ich nadmiar. Wyrównujemy brzegi pędzelkiem zanurzonym w zmywaczu, a na koniec pokrywamy paznokcie top coatem (ja użyłam Insta - Dri od Sally Hansen).

Co sądzicie o tym manicure? Jakie kolory wykorzystałybyście do takiego zdobienia?

Czytaj dalej »

Jak stworzyć własny makijaż oka nie korzystając z tutoriali? | Gdzie nakładać cienie? | Poradnik dla początkujących - kompendium

Przez długi czas męczyłam się z makijażem. Nie wiedziałam do końca jak się malować, jak łączyć ze sobą cienie, co i gdzie nakładać w taki sposób, żeby wszystko wyglądało ładnie i spójnie. Kupowałam paletki cieni, które później kurzyły się w szufladzie. Aby je wykorzystać, wyszukiwałam w Google odpowiednich makijaży z ich użyciem - "dzienny makijaż z Garden of Eden", "wieczorowy makijaż z Au Naturel". A przecież nie o to chodzi! Ten stan w końcu uległ zmianie i dzisiaj mogę przedstawić wam mój bardzo subiektywny poradnik. Jak samemu wymyślić look? Gdzie nakładać cienie? Gdzie jest miejsce konkretnych kolorów?

Chociaż makijaż oka można rozbić na kilka części i możliwe jest wyróżnienie miejsc, w których z reguły kładziemy konkretne cienie, to wszystko tak naprawdę zależy od nas. Pierwszym pytaniem, na jakie trzeba sobie odpowiedzieć, to do jakiej okazji ma być dostosowany ten make up? Czy to ma być makijaż dzienny, czy wieczorowy? Lekki, czy mocny? Makijaż do pracy w profesjonalnym środowisku, czy na wyjście z koleżanką na kawę? To raz. Dwa - jakimi kolorami chcę się posłużyć? Czy ma to być jednolity, beżowo-brązowy make up, czy można do niego przemycić odrobinę koloru? Czy chcemy operować w szarościach, brązach, czy zieleniach? Kiedy znamy odpowiedzi na te pytania, to pozostaje nam ostatnia kwestia - jaki typ makijażu chcemy wykonać?

Trzy podstawowe typy makijażu oka

Typów i sposobów na makijaż oka jest wiele. Ja postanowiłam wyróżnić 3 podstawowe, których wykonanie nie powinno sprawić problemu osobom początkującym. Jednocześnie nie oznacza to, że makijaże te muszą być nudne - przy wykorzystaniu ciekawych cieni i połączeń kolorów można uzyskać wspaniały efekt końcowy. Każdy z nich może być makijażem dziennym albo wieczorowym - zależy to od tego jak ciemne / intensywne będą cienie których użyjemy. Na poniższej grafice próbowałam przedstawić te typy makijażu tak, żeby różnice między nimi były widoczne na pierwszy rzut oka. Zwróćcie uwagę na to, jak różne rozmieszczenia cieni wpływają na oko i jego kształt.

Halo

Makijaż ten cechuje się tym, że przyciemniamy w nim nie tylko zewnętrzny, ale też wewnętrzny kącik oka. Środek powieki przeznaczony jest dla jaśniejszego cienia, jakiegoś intensywnego koloru albo brokatu. Efekt może być słabo widoczny przy opadającej powiece. Przy takiej budowie oka można cienie wyciągnąć nieco ku górze, tak, żeby nasze halo było widoczne nieco ponad załamaniem powieki.

Smoky / smokey Eye

W skrócie, w smoky eye chodzi o uzyskanie płynnego przejścia kolorystycznego - od najciemniejszego przy linii rzęs, do najjaśniejszego na łuku brwiowym. Bazą takiego makijażu w wersji wieczorowej jest ciemna kredka do oczu, którą zaznaczamy linie rzęs i wodną, zarówno na górnej jak i na dolnej powiece. Jego cechą charakterystyczną jest płynność przejść pomiędzy kolorami. Przy głęboko osadzonych oczach i tym typie makijażu najlepiej wystrzegać się bardzo ciemnych cieni. Smoky kojarzy się wszystkim raczej z ciemną, wieczorową wersją, ale świetnie sprawdzi się również na co dzień - wystarczy zacząć od jaśniejszego cienia.

Tradycyjny

Makijaż, który jest bardzo intuicyjny - jasny kolor na ruchomej powiece i ciemniejszy w jej załamaniu. Często przyciemniany jest również zewnętrzny kącik oka. Chociaż wydaje się, że jest to podstawowy makijaż, to w moim odczuciu jest on najtrudniejszy do wykonania, szczególnie przy opadającej powiece. Makijaż tego typu powinien dać efekt wydłużonego / kociego oka.

Rozmieszczenie cieni na powiece

Każdy cień ma swoje miejsce na powiece. W makijażu użytkowym, bo o takim tu cały czas mowa, można znaleźć pewne schematy, np. pewne typy cieni, które zawsze wędrują w to samo miejsce na oku. Na grafice poniżej zaznaczyłam poszczególne rejony. To, że są one zaznaczone na dwóch zdjęciach nie ma drugiego dna - zrobiłam to w ten sposób dla zwiększenia czytelności.

Baza

Cień nakładany jako baza ma ułatwić nakładanie kolejnych warstw i ich blendowanie. Najczęściej będzie to cień w beżowym, lub innym kolorze, zbliżonym do odcienia skóry. Pokrywamy nim całą powiekę, od rzęs do łuku brwiowego. Możemy pominąć go w niektórych miejscach - np. na ruchomej powiece, jeśli będziemy stosować kredkę lub eyeliner do podbicia cieni.

Załamanie powieki

W załamaniu powieki najczęściej umieszczamy kolory, które dodadzą naszemu makijażowi nieco głębi. Najlepiej celować tu w ciemne brązy, szarości lub granaty, w zależności od tego, co będzie pasować nam do wymyślonego looku. Żeby nie nałożyć cienia zbyt wysoko, najlepiej robić to patrząc przed siebie, z delikatnie odchyloną do tyłu głową. Wtedy możemy dokładnie zobaczyć, w którym miejscu nasza powieka się zgina.

Kolor przejściowy

Jego miejsce jest nad załamaniem powieki, na dolnej części kości na której leżą brwi (czołowej). Najlepszym (bezpiecznym) wyborem będą odcienie oliwkowe, jasne brązy, delikatne pomarańcze lub ogólnie jaśniejsze wersje kolorów używanych w załamaniu lub na ruchomej powiece. Jeśli chcemy trochę urozmaicić naszego dzienniaka, lub celujemy w mocniejszy makijaż, to warto tu trochę pokombinować. Lekka czerwień, róż lub turkus będą wyglądać fantastycznie w połączeniu z ciemną powieką.

Ruchoma powieka

Na ruchomej powiece dzieją się cuda! Najczęściej to tutaj nakładamy najfajniejsze rzeczy. Chcesz wykorzystać cień w intensywnym kolorze - niebieski, zielony, żółty? Śmiało! Dobrze będą tu też wyglądać cienie brokatowe, ale i neutralne beże, odcienie szampana, a nawet czerń. Jeśli decydujemy się na jakiś jasny kolor, to warto rozetrzeć go w zewnętrznym kąciku i zblendować lekko z cieniem w załamaniu, tak, żeby makijaż był bardziej spójny - szczególnie przy makijażu, który określiłam jako "tradycyjny". Najlepiej użyć do tego koloru będącego kolorem przejściowym między tymi dwoma odcieniami.

Rozświetlenie

Żeby podkreślić łuk brwiowy, warto dodać pod brwią odrobinę rozświetlenia. Najczęściej używamy tutaj jasnych cieni z delikatnym shimmerem lub matowej bieli. Można dodać odrobinę takiego cienia również w wewnętrznym kąciku oka.

Mini V

Mini V nie jest tak oczywistym wyróżnieniem na powiece jak np. łuk brwiowy. Jest to część oka w zewnętrznym kąciku, łącząca załamanie powieki z linią rzęs. Jeśli używamy ciemnego cienia w załamaniu powieki, to możemy przeciągnąć go też właśnie w tym miejscu, co sprawi, że nasz makijaż będzie bardziej spójny. Jeśli zależy nam na naprawdę dramatycznym makeupie, to warto dodać w tym miejscu dosłownie odrobinę czerni i mocno ją rozetrzeć.

Linia wodna / rzęs

Bardzo często zapominamy o tych dwóch elementach, chociaż dobrze dobrana kredka położona w tych miejscach może fantastycznie wykończyć makijaż. Górną linię rzęs i wodną najczęściej malujemy ciemną / czarną kredką. Dzięki temu zabiegowi nasze rzęsy wydają się gęstsze, a makijaż lepiej wygląda na zdjęciach. Jeśli wykonujemy bardzo ciemny makijaż i podkreślamy linię rzęs, to makijaż będzie się wydawać dużo bardziej spójny, niż w przypadku, kiedy spod czarnych rzęs przebijają nam jasne miejsca. Na dolnej powiece możemy użyć innych kolorów - możemy nico urozmaicić nasz makijaż rozcierając tam nieco zieleni lub błękitu. Jeśli chcemy optycznie powiększyć oczy, używamy białej, nude lub kremowej kredki. Przy mocnym, ciemnym makijażu możemy użyć czarnej kredki, ale uważałabym z nią, bo może być zgubna. Przede wszystkim warto pamiętać, że czerń na linii wodnej optycznie zmniejszy nam oczy, więc warto wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru kredki.

Dolna powieka

Na dolnej powiece najbezpieczniejszym wyborem będą te same lub podobne odcienie, których używałyśmy na górnej powiece. Można użyć tu jakiegoś ciemnego koloru, lub jasnego, jeśli zależy nam na tym efekcie obudzenia i świeżej twarzy. Jeżeli celujemy w powiększenie oczu, to można rozetrzeć kolor użyty w załamaniu powieki od zewnętrzne go kącika oka do środka powieki, a na pozostałe miejsce nałożyć jakiś jaśniejszy cień. Można również nie przejmować się niczym i na całej dolnej powiece rozetrzeć cień w intensywnym kolorze. W przypadku, kiedy wiemy, że będą nam robione zdjęcia z fleszem, warto jako bazy pod cienie użyć czarnej lub innej, ciemnej kredki. Dzięki niej makijaż dolnej powieki nie zniknie w świetle i na zdjęciach będzie wyglądać tak dobrze jak w lusterku.

Dobieranie kolorów cieni

Analiza kolorystyczna to dość skomplikowany i obszerny temat, ale skupię się tylko na podstawach. Najczęściej spotykanymi radami dotyczącymi doboru kolorów cieni jest uzależnienie ich od koloru naszych oczu. Każdy chyba słyszał, ze niebieskie oczy świetnie wyglądają przy złotym, a brązowe przy fioletowym makijażu. Jest to prawdą, dużym uproszczeniem i warto od tego zacząć kombinowanie z makeupem. Czego nie warto robić to nastawiać się na to, że jeśli mamy brązowe oczy, to do końca życia musimy używać tylko i wyłącznie fioletowych cieni do powiek. Nie jest to prawdą - każda z nas ma wiele kolorowych kombinacji do wyboru! Skąd taka zasada się jednak wzięła?

Przy wyborze kombinacji ceni najlepiej sprawdza się stara, dobra, znana nam ze szkół teoria kolorów - pamiętacie koło kolorów? Nie będę się tu specjalnie rozwodzić - poruszę tylko kilka podstawowych sposobów dobierania kolorów. Jeśli chcecie poznać więcej lub przetestować je "live", to polecam np. Adobe Kuler [darmowa wersja online - KLIK!], gdzie możecie wypróbować też schematy, których nie omawiam, takie jak np. triada. Polecam ustawić sobie jako odcień bazowy kolor swoich oczu i pobawić się trochę wskaźnikami. Wracając do koła kolorów - można wyróżnić kilka schematów pozwalających na łączenie barw znajdujących się na nim. kolejne omówione schematy zaznaczyłam na kołach kolorów znajdujących się na dole posta.

Komplementarne / dopełniające

Jest to najprostsza, najpopularniejsza kombinacja. Polega ona na wybieraniu kolorów znajdujących się po przeciwnej stronie koła kolorów. W przypadku niebieskiego jest kolor żółty. Połączenie to tworzy mocny kontrast, przez co oba te kolory wyglądają intensywniej i bardziej rzucają się w oczy. Jest to świetny sposób na wydobycie i podkreślenie koloru tęczówek.

Ciepłe - zimne

W większości makijażowych poradników przewija się jedna zasada - nie można mieszać ciepłych i zimnych odcieni cieni. Dużo bezpieczniejszym wyborem jest zastosowanie cieni o takiej samej tonacji - wyłącznie ciepłej lub wyłącznie zimnej. Na szczęście, jeśli chcemy poeksperymentować, to nikt nam tego nie zabroni. Prawda jest taka, że połączenie odcieni ciepłych i zimnych może dać bardzo ciekawy efekt. Połączenie to jest bardzo podobne do poprzedniego, z tą różnicą, że daje nam więcej możliwości. Ten sposób pozwala dziewczynom o ciepłej cerze przemycić do makijażu chłodne cienie, tak samo w przypadku cery o chłodnych podtonach. Połączenie koloru z innym, w przeciwnej tonacji, może wyglądać interesująco, ale nadal nadawać się do noszenia na co dzień.

Analogiczne

Połączenie analogiczne jest bardzo oczywiste - wybieramy kolory, które na kole kolorów leżą obok siebie. Efekt jest bardzo harmoniczny i spójny. Takie połączenia idealnie nadają się do makijaży dziennych, delikatnych - no make up, romantyczne itp.

Monochromatyczne

Połączenie monochromatyczne jest podobne do analogicznego, z tą różnicą, że odcienie wybieramy z jednej rodziny kolorów. Na kole kolorów możemy zobaczyć, że np. niebieski stopniuje się zarówno do ciemnego jak i jasnego. Zaletą tego schematu jest to, że mamy niemal stuprocentową pewność, że kolory będą ze sobą współgrać. Można to połączenie wykorzystać do delikatnych makijaży z subtelnymi przejściami kolorystycznymi, ale ido dramatycznego makeupu, gdzie zastosujemy duży kontrast pomiędzy odcieniami. To połączenie świetnie sprawdza się w przypadku smoky eyes, gdzie zależy nam na płynnym przejściu między kolorami.

Mam nadzieję, że wszystkie te rady pomogą wam rozwinąć swoją makijażową kreatywność. Najważniejsze to próbować - w końcu to tylko makijaż! Jedną z jego zalet jest to, że jeśli nam się nie podoba, to można go zmyć i spróbować od nowa. Miłego malowania!

Lubicie eksperymentować z makeupem? Korzystacie z tutoriali czy idziecie na żywioł i wymyślacie swoje makijaże? Co dodałybyście do mojego małego kompendium?

Czytaj dalej »

Naturalna maska do włosów | Nacomi 7 oils

Chociaż moim włosom daleko do idealnych, to nie poddaję się i ciągle funduję im nowe kuracje, zabiegi i kosmetyki. Wiadomo - w ramach przeprosin za suszenie ich suszarką i kręcenie lokówką. Kilka miesięcy temu, w Hebe, rzuciła mi się w oczy odżywka, a raczej mieszanka olejów, przeznaczona specjalnie do włosów - Nacomi 7 Oils.

Zgrabna, szklana butelka z pompką wypełniona jest po brzegi mieszanką różnych olejków - makadamia, migdałowego, sojowego i kilku innych. Przez to, że opakowanie jest tak wysokie, wydaje się, że produktu jest dużo więcej - niestety, to tylko 100 ml. Pompka jest wygodna w użyciu, chociaż nie pomoże wydostać resztki kosmetyku z dna butelki. Jeśli chodzi o wydajność odżywki, to ja nie mogę na nią narzekać - jest to chyba jedyna zaleta posiadania cienkich i rzadkich włosów. Mimo wszystko, do pokrycia czupryny wystarczy niewielka ilość produktu - zalewanie głowy olejem nie jest zalecane. Ja nakładam kosmetyk na wilgotne włosy, na całą długość, starając się omijać ich nasadę i skórę głowy. Producent zaleca odczekanie przynajmniej 30 minut i zmycie oleju łagodnym szamponem bez SLS (w tej kwestii dla mnie nadal niezastąpiony jest szampon Babydream).

Skład kosmetyku jest następujący: Macadamia Ternifolia Oil, Amygdalus Dulcis Sweet Almond Oil, Glycine Soja, Cocos Nucifera Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Plukenetia Volubilis (Sacha Inchi) Seed Oil, Tocopherol Acetate, Parfum.

Po zmyciu odżywki włosy są miękkie, gładkie i lśniące. Bardzo dobrze się układają, są sypkie, nie puszą się. Ważną kwestią jest dla mnie to, że przestały się elektryzować - a było to coś z czym zmagałam się w każdym sezonie grzewczym. Moje farbowane, suche, zniszczone, wysokoporowate włosy nie wyglądają tak dobrze po żadnym innym olejowaniu, chociaż z tych olejów które są w składzie próbowałam tylko kokosowego, arganowego i migdałowego. To, co nie do końca mi odpowiada to zapach produktu. Nie jest obrzydliwy, ani wyjątkowo uciążliwy, ale dziwnie ciężki i ziemisty.

Odżywkę można kupić między innymi w Hebe, na pewno znajdzie się też w jakichś drogeriach internetowych. Koszt tego produktu to ok. 20 zł. Przyznam, że pomimo jego zapachu, jest to mój must - have. Miłość od pierwszego użycia, która zawsze jest w mojej łazience. A na zapach trochę przymykam... nos.

Stosujecie kosmetyki Nacomi? Używałyście odżywki z dzisiejszego posta? Lubicie olejowanie włosów?

Czytaj dalej »

Paleta cieni do powiek Makeup Revolution - Stripped & Bare

Kiedy kupuję cienie do powiek, to raczej wybieram te w paletach. Z jakiegoś powodu bardziej niż pojedyncze cienie przemawiają do mnie ładnie ułożone kółka lub kwadraciki w jakimś kolorystycznym motywie przewodnim - tak ładnie się prezentują! Długo chorowałam na Garden of Eden [KLIK], a później zapragnęłam różu. Cienie Makeup Revolution już dawno podbiły blogosferę dzięki swojej ciekawej ofercie i niskim cenom. Dlatego właśnie kolejnym moim nabytkiem była paletka z dzisiejszego posta.

Paletka utrzymana jest w jasnych kolorach w delikatnej, lekko różowej tonacji. Już na pierwszy rzut oka widać, że dobór cieni był bardzo przemyślany - jest tu niemal wszystko, co w makijażu oka jest niezbędne. Są tu nie tylko jasne, bazowe kolory, ale znajdzie się też kilka ciemniejszych, bardziej imprezowych odcieni. Paletka ma standardowe wyposażenie - w środku, poza cieniami, znajdziemy lusterko i długą, podwójną pacynkę. Samo pudełeczko jest błyszczące i trudne do utrzymania w czystości, ponieważ odbijają się na nim odciski palców. Dodatkowym opakowaniem jest błyszczący kartonik w różowopomarańczowym kolorze. Co ciekawe, na dnie paletki znajduje się naklejka, na której widnieje napis "3 looks in 1 palette", co jest raczej niezłą przesadą. Cieni jest tak dużo i są na tyle zróżnicowane, że nie powinno być tu problemu ze stworzeniem przynajmniej kilkunastu różnych, ciekawych makijaży.

To, co jest dla mnie wielkim plusem tej palety to 3 duże, podstawowe cienie (górny rząd), z serii tych, które zawsze jako pierwsze się kończą - cieliste beże / nude / brzoskwiniowe. Środkowy cień jest delikatnie błyszczący i świetnie wygląda w wewnętrznym kąciku oka, na łuku brwiowym, czy nawet użyty jako rozświetlacz. Słabymi punktami tego zestawu są odcienie, które najbardziej mi się podobały i od których oczekiwałam najwięcej. To w zasadzie wszystkie ciemne cienie z drobinkami brokatu. Super Cool, Desired i Bare 2, bo o nich mowa, na sucho osypują się jak szalone, a brokat ląduje wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Na szczęście przy nakładaniu ich na mokro jest lepiej - nie idealnie, ale lepiej - ale też nie każdemu taki sposób aplikacji odpowiada. Dalej mamy matowe kolory idealne do rozcierania w zagłębieniu lub do nakładania na całą ruchomą powiekę - róże i brązy. Całości dopełniają satynowe, mocno błyszczące cienie w kolorze złota, różu i stalowej szarości.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć swatche poszczególnych cieni. Każdy rząd na ręce to jeden kwadrat z palety, a cienie nakładałam w kolejności od lewej do prawej.

  • Layers - jasny, bazowy cień w kolorze kości słoniowej.
  • Big Tip - satynowy cień z delikatną, różową poświatą.
  • Dignity - piękny, matowy cień w kolorze brudnego różu.
  • Whipped - satynowy, ciepły złoty.
  • Chain - również ciepłe złoto, ale z wyraźną domieszką brązu. Wygląda też bardziej na metaliczny niż satynowy.
  • Strip Me - drugi z bazowych cieni. Ten jest półmatowy i ma delikatną, różową poświatę. Delikatniejsza wersja Big Tip.
  • Let Loose - metaliczny, jasny róż.
  • Get Loose - chyba mój ulubiony cień z całej palety - piękny, chłodny, matowy brąz.
  • Naked Nights - w palecie wygląda na dziwaczny czary, ale na powiece to satynowy, chłodny brąz.
  • Super Cool - ciemny, burgundowy cień z różowymi drobinkami.
  • Dollar Bill - matowy, brzoskwiniowy cień.
  • Desired - ciemnooliwkowy cień ze złotymi drobinkami.
  • Stripped All Day - ciepły, matowy brąz.
  • H.O.T. - metaliczny, stalowoszary.
  • Bare 2 - ciemny szary z delikatnymi, srebrnymi drobinkami.

Jeśli natomiast kogoś interesuje skład cieni, to jest on następujący: Mica, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben [+-: ALUMINUM POWDER, CI 7891, CI 77491, CI77492, CI77499, CI 77742, CI 77007, CI 15850, CI 45410, CI 16035, CI 15985, CI 42090, CI 77288].

Paletę można kupić w wielu internetowych drogeriach, ale także stacjonarnie. Jej cena różni się w zależności od sklepu, ale waha się w okolicach 30 zł. Cienie są dość uniwersalne. Dobrze sprawdzą się u osób malujących się delikatnie, niewiele lub dopiero zaczynających swoją przygodę z makijażem, ale też u bardziej zaawansowanych dziewczyn. Jest to też moim zdaniem bardzo dobry pomysł na prezent - taki kosmetyczny niezbędnik. To chyba jest własnie najlepsze określenie tej palety - niezbędnik. Jest w niej wszystko to, co potrzebne, w dobrym stosunku jakości do ceny.

Lubicie cienie do powiek Makeup Revolution? Macie jakąś paletkę tej firmy w swojej kolekcji? Jak wam się podoba paleta Stripped & Bare?

Czytaj dalej »

Jesienne odświeżenie kosmetyczki - WYNIKI

Cześć dziewczyny! Dzisiaj czas na nieco spóźnione wyniki rozdania! Pamiętam o wszystkim! Na początek przypominam, co było do wygrania - zestaw kosmetyków umożliwiający wykonanie jesiennego makijażu! W jego skład wchodzi paleta cieni do powiek Makeup Revolution Iconic 2, kredka do oczu Rimmel w kolorze pure white, brązowy eyeliner w pisaku NYC, pogrubiający, czarny tusz do rzęs Golden Rose. Do tego róż do policzków Makeup Revolution w odcieniu HOT oraz dwie pomadki Manhattan w cudownych kolorach - 25F i 40G.

Maszyna losująca pomogła mi wybrać zwyciężczynię! Tym sposobem zestaw wędruje do Patrycji Malinowskiej! Gratuluję i już wysyłam do maila do zwyciężczyni. Pozostałym bardzo dziękuję za udział! Wyczekujcie też kolejnych konkursów!

Czytaj dalej »

3 uniwersalne produkty, które warto mieć w kosmetyczce | Zastosowania czarnego mydła, olejku herbacianego i ałunu

Są takie produkty, których kupno to pomyłka. Są takie, których zastosowanie ogranicza się do jednej, bardzo specyficznej rzeczy. Są też takie, które są uniwersalne, mają dobry skład, a ich działanie jest bez zarzutu. Takie, które na pewno się przydadzą. Takie, które powinny się znaleźć w każdej kosmetyczce.

Takie produkty własnie lubię - takie, które przydadzą się trochę tu, trochę tam. Na dzisiaj przygotowałam wpis o trzech kosmetykach, które posiadają wiele zastosowań. Post jest dość obszerny, ale myślę, że obfitujący w ciekawe sposoby na radzenie sobie z codziennymi, małymi niedogodnościami. Jesteście ciekawe, jakie produkty wybrałam i jakie znalazłam dla nich zastosowania?

Czarne mydło

Czarne mydło (Savon Noir) to naturalne mydło wytwarzane z czarnych oliwek. W sklepach można spotkać wiele wersji tego kosmetyku. Na początek najlepiej sięgać po te najprostsze - im krótszy skład, tym lepiej. Czarne mydło ma bardzo gęstą, plastyczną konsystencję, najczęściej ciemnobrązowy kolor i oliwkowy zapach. W zależności od składników możemy natknąć się na takie o bursztynowej lub nieco zielonkawej barwie. W składzie kosmetyk nie powinien mieć żadnych konserwantów. Taki produkt możemy wykorzystać na wiele sposobów.

Do peelingu ciała: Czarne mydło wykorzystywane jest w rytuale hammam, w części zwanej gomażem. Gomaż ma na celu oczyszczenie skóry i złuszczenie martwego naskórka. Peeling taki wykonuje się nakładając na wybrane partie ciała czarne mydło. Po upływie kilku minut mydło zwilżamy i pocieramy ciało szorstką myjką lub rękawicą. Całość spłukujemy dużą ilością ciepłej wody. W taki sposób oczyszczamy skórę i przygotowujemy ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Taki zabieg bardzo dobrze sprawdza się też w przypadku zrogowaciałych stóp, dłoni i innych części ciała. Warto go też stosować jeśli walczymy z cellulitem.

Demakijaż i pielęgnacja twarzy: Ta opcja jest mniej niezawodna i przed jej zastosowaniem należy rozważyć swój typ cery. Nie polecałabym stosowania go do twarzy przy suchej lub wrażliwej skórze, ponieważ może ją dodatkowo wysuszać lub podrażniać. Fantastycznie sprawdza się przy demakijażu, także tych bardziej opornych produktów jak kremy BB czy minerały (z kremem Missha o którym pisałam tutaj [KLIK] radzi sobie znakomicie). Po użyciu go trzeba jednak pamiętać o toniku, bo mydło pozostawia skórę oczyszczoną, aż skrzypiącą i pozbawioną jej naturalnej ochrony. Jeśli zależy nam na nieco delikatniejszej pielęgnacji,to można wymieszać je z dowolną glinką i użyć jako maseczki. Kiedyś napisałam posta o trzech kosmetykach, które pomogły mi przy przetłuszczającej się cerze [KLIK]. Czarne mydło jest jednym z nich.

Golenie i depilacja: Czarne mydło może nam również znacznie ułatwić golenie lub depilację. Pomoże zmiękczyć włoski i zapewni odpowiedni poślizg dla maszynki do golenia. Polecane jest również (a może zwłaszcza) mężczyznom.

Pielęgnacja włosów i skóry głowy: Ostatni podpunkt wywołuje zawsze chyba najwięcej kontrowersji - o czarnym mydle w pielęgnacji włosów pisała nawet Anwen i nie pozostawiła na nim suchej nitki. Ja jednak bardzo je sobie w tej kategorii cenię. Jak zawsze, nie wszystko ma takie samo działanie u wszystkich i ma na to wpływ wiele czynników - aktualna pielęgnacja, porowatość włosów, ich ilość i grubość. Nie lubię czarnym mydłem myć włosów na całej ich długości, chociaż wiem, że u niektórych dziewczyn się to sprawdza. Nakładam je jednak raz w miesiącu na skórę głowy wykonując swego rodzaju peeling - włosy są po nim uniesione u nasady i mniej się przetłuszczają.

Olejek z drzewa herbacianego

Olejek z drzewa herbacianego pomógł mi w wielu przypadkach i zawsze, po prostu zawsze muszę go mieć w domu, choćby na wszelki wypadek. Jego nazwa nie ma niestety nic wspólnego z herbatą - olejek pochodzi z liści krzewu manuka, występującego w Australii i Nowej Zelandii. Same liście były wykorzystywane przez rdzennych mieszkańców Australii jako okłady na rany oraz do leczenia oparzeń. Olejek manuka (czy zamiennie olejek herbaciany) ma wiele właściwości - działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, grzybo- i bakteriobójczo i można znaleźć dla niego wiele zastosowań. Należy jednak postępować z nim ostrożnie, szczególnie jeśli jesteśmy alergikami. Działanie olejku należy testować zawsze w ciągu dnia, nigdy wieczorem. Jeśli nie wiemy, jak na nas działa, nie zostawiamy go na skórze na noc. Szczególną ostrożność należy zachować przy stosowaniu nierozcieńczonego olejku, który przy długim kontakcie może podrażniać i wysuszać. Olejków eterycznych nie powinny też stosować kobiety w ciąży, karmiące piersią i dzieci poniżej trzeciego roku życia. A skoro o stosowaniu mowa, to do czego taki olejek może się przydać?

Przy stanach zapalnych skóry, trądziku, wypryskach: Dzięki swoim właściwościom bakteriobójczym ten olejek już nie raz uratował moją twarz. Dobrze sprawdza się przy losowych, pojedynczych wypryskach. Zazwyczaj daję jedną lub dwie krople olejku na zwilżony wodą patyczek higieniczny lub wacik i wcieram w skórę. Kiedy moja cera strajkuje po całości, mieszam dwie lub trzy krople olejku z kremem lub olejem i nakładam na noc. Fajnie uspokaja skórę i zmniejsza stany zapalne.

Przy lekkim kaszlu, katarze: Olejek z drzewa herbacianego ma szerokie zastosowanie w aromaterapii. Można dodać kilka kropli do ciepłej kąpieli, wlać odrobinę do kominka zapachowego lub przygotować sobie małą inhalację. Olejek nie tylko ma ładny, orzeźwiający zapach, ale również pomaga w walce z zatkanym nosem i bolącymi zatokami.

W domu: W każdym mieszkaniu, które wynajmowałam, zawsze pierwszą rzeczą do zrobienia było czyszczenie pralki. Jaki mam na to sposób? Najlepiej uruchomić ją pustą, ustawić wysoką temperaturę i dodać trochę olejku manuka. Można dodać również kilka kropel (ok. 10) do regularnego prania, jako zamiennik płynu do płukania.

Opryszczka, tzw. zimno: Przy problemach z opryszczką można na zmianę skórną nałożyć odrobinę olejku herbacianego w taki sam sposób jak robimy to przy wypryskach. Dzięki niemu zmiana wysycha, nie jątrzy się i szybciej się goi.

Grzybica stóp i paznokci: Jest to bardzo znana naturalna metoda leczenia grzybicy paznokci. Nierozcieńczony olejek wcieramy w chore okolice, ze szczególnym uwzględnieniem nasady i końca paznokcia. Niestety, leczenie grzybicy to długi i mozolny proces i może ono trwać kilka miesięcy. Z tego powodu właśnie lepiej zapobiegać! Warto np. po wizycie na basenie przygotować sobie kąpiel stóp - do ciepłej wody dodajemy kilka kropli olejku i w tym roztworze moczymy stopy przez około 10 minut. Dziewczyny, które męczyły się z uczuleniem na formaldehyd (np. po odżywce Eveline), również leczyły paznokcie tym produktem.

Ałun

Ałun, inaczej ałun potasowy lub glinowo - potasowy występuje w przyrodzie naturalnie jako minerał. Można kupić go w postaci "sztyftu" lub proszku. Mówi się, że jeden kamyk wystarcza na długie lata. Ałun może być przezroczysty lub biały. Jest kruchy i łatwo rozpuszczalny w wodzie. Ma właściwości bakteriobójcze i ściągające. Do czego można go więc użyć?

Dezodorant: Ałun to naturalny dezodorant - nie mylić z antyperspirantem! Nie blokuje wydzielania potu, ale działa bakteriobójczo; zwalcza bakterie odpowiedzialne za nieprzyjemny zapach. Co ważne, nie pozostawia przebarwień i nie podrażnia delikatnej skóry pod pachami. Jeśli macie problem z nadwrażliwością na antyperspiranty, co objawia się bolącymi kulkami pod pachami (zwiększonymi węzłami chłonnymi) i nie macie alergii na glin, to warto wypróbować własnie ałun. Kolejną jego zaletą jest to, że nie ma zapachu, więc nie trzeba się martwić, że będzie kolidować z zapachem naszych perfum. Można również wykorzystać go do kąpieli stóp, jeśli mamy problem z przykrym zapachem tej części ciała.

Golenie i depilacja: Już nasi dziadkowie znali dobroczynne działanie tego minerału. Ałun fantastycznie tamuje małe krwawienia, dlatego jest świetnym kołem ratunkowym, gdy zatniemy się maszynką. Warto przejechać nim ciało po depilacji, szczególnie w bardziej wrażliwych miejscach, fajnie złagodzi podrażnienia. Co więcej, jeśli mamy ałun w proszku, to można rozpuścić go w wodzie i w takim roztworze zamoczyć maszynkę do golenia. Dzięki temu mamy mniejszą szansę na to, że pojawią się na naszym ciele krostki i bolące stany zapalne.

Ukąszęnia owadów: Latem bywa nieoceniony. Jeśli ugryzie nas Jeśli ugryzie nas... coś, co pozostawi swędzący, palący ślad, warto spróbować delikatnie potrzeć to miejsce ałunem. W przypadku ukąszeń komarów uczucie swędzenia znika po około minucie.


Używałyście któregoś z tych produktów? Macie je w swoich kosmetyczkach? Znalazłyście dla nich jakieś inne zastosowania poza tymi wymienionymi przeze mnie? A może znacie inny kosmetyk, który pasowałby do tej listy?

Czytaj dalej »

Golden Rose Rich Color - 4 lakiery, 4 kolory | Odcienie idealne na jesień | Numery 16, 27, 28, 102

Kiedy za oknem jest już częściej deszczowo niż słonecznie, porzucam moje ulubione jaskrawe lakiery i neony na rzecz nieco bardziej stonowanych barw. Tak samo jak mój letni makijaż różni się od jesiennego i zimowego, tak i na paznokciach goszczą u mnie zupełnie inne lakiery. Przede wszystkim stawiam na kolory niezbyt nasycone, a dokładniej takie, jakie pokażę wam w dzisiejszym poście.

Emalii Golden Rose z serii Rich Color nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Są to moim zdaniem jedne z najlepszych lakierów, na jakie można wydać pieniądze. Wybór kolorów jest przeogromny i każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Emalie są dość gęste i w przypadku niektórych z nich wystarczy pokrycie paznokcia jedną warstwą. Dwie, cienkie, dają jednak dużo ładniejszy, głęboki kolor, bez prześwitów. Lakiery wysychają bardzo szybko, szczególnie w połączeniu z moim ulubionym Insta-Dri od Sally Hansen - niemal od razu po pomalowaniu można wykonywać wszystkie czynności, nie zważając na odgniecenia. Mają szeroki, gruby pędzelek, bardzo wygodny w użyciu. Trwałość będzie się różnić w zależności od rodzaju płytki paznokcia i innych czynników, ale u mnie wytrzymują około tygodnia. Cena jednej buteleczki to 6,90 zł.

Kolory, które wybrałam, to dla mnie kwintesencja jesieni - deszczu, ale i słońca, opadających liści i porannej mgły. Takie własnie barwy pasują moim zdaniem do ciepłych szali, kurtek, płaszczy i botków, a ja czuję się w nich najlepiej. Pierwszy lakier to ciemna, ciepła czerwień - numer 28. Drugi, to chłodny, stalowy szary, który w odpowiednim świetle wygląda, jakby miał w sobie fioletowe tony - numer 102. Trzeci, to chabrowy wymieszany z granatem, taka jego stonowana wersja - numer 16. Ostatni to bardzo ciemna śliwka, numer 27, który na paznokciach wygląda niemal jak czerń, ale w bezpośrednim świetle pokazuje swój fioletowy pigment.

A Wy jakie kolory na paznokciach najczęściej nosicie jesienią? Jakie barwy lakierów uznałybyście za typowo jesienne?

Czytaj dalej »

Szukasz pomysłu na paznokcie?

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin