Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Krem zwalczający niedoskonałości Effaclar Duo [+] La Roche-Posay

Jak znaleźć odpowiedni krem dla swojej cery? Często łatwo jest źle ocenić potrzeby naszej skóry – czy potrzebujemy kremu nawilżającego, czy matującego? Wybór jest szczególnie trudny w przypadku skóry trądzikowej i przetłuszczającej się. Wypróbowałam już wiele kremów, ale chyba w końcu znalazłam coś dla siebie. Dzisiaj chciałam przedstawić wam moje pierwsze wrażenia z używania kremu zwalczającego niedoskonałości Effaclar Duo [+] firmy La Roche-Posay.

Krem Effaclar Duo [+] przeznaczony jest do skóry tłustej i trądzikowej. Jest to produkt dermatologiczny, stworzony do codziennego użytku, mający na celu usuwanie niedoskonałości oraz eliminację przebarwień potrądzikowych. Opakowanie o pojemności 40 mililitrów można znaleźć w aptekach, gdzie kosztuje około 45 złotych. O tym kremie słyszałam już wiele dobrego, bo jest bardzo często polecany na blogach i cieszę się, że w końcu go wypróbowałam na swojej skórze.

Krem zamknięty jest w plastikowej tubce z bardzo wąskim wyjściem. Opakowania w takiej formie bardzo lubię i uważam, że są najlepszym możliwym rozwiązaniem. Na pewno są mniej problematyczne niż słoiczki, z którymi trzeba kombinować, czym by ten krem wyciągnąć, żeby nie wkładać do niego palców. Wydaje mi się też, że dzięki temu wąskiemu dziubkowi aplikuję krem oszczędniej, nie przesadzając z jego ilością. Produkt stabilnie stoi na zakrętce. Plusem jest też to, że kosmetyk będzie spływać w dół, co na pewno pomoże wykończyć go w całości.

Skład produktu jest następujący: aqua / water, glycerin, dimethicone, isocetyl stearate, niacinamide, isopropyl lauroyl sarcosinate, silica, ammonium polyacryldimethyltauramide / ammonium polyacryloyldimethyl taurate, methyl methacrylate crosspolymer, potassium cetyl phosphate, zinc pca, glyceryl stearate se, isohexadecane, sodium hydroxide, myristyl myristate, 2-oleamido-1,3-octadecanediol, nylon-12, poloxamer 338, linoleic acid, disodium edta, capryloyl salicylic acid, caprylyl glycol, xanthan gum, polysorbate 80, acrylamide/sodium acryloyldimethyltaurate copolymer, pentaerythrityl tetra-di-t-butyl hydroxyhydrocinnamate, salicylic acid, piroctone olamine, parfum / fragrance. Nie znajdziemy tu parabenów ani parafiny.

Krem ma kremowo-żelową konsystencję, jest biały i ma lekki, delikatny trudny do sprecyzowania zapach. Kosmetyk nakłada się bardzo dobrze, gładko. Produkt nie roluje się i szybko wchłania się w skórę. Chociaż na opakowaniu widnieje informacja, że krem ma działanie matujące, to nie daje takiego efektu, jak drogeryjne produkty. Przeszłam już przez wiele kremów matujących (i w końcu wszystkie odrzuciłam), bo zazwyczaj mocno wysuszały one skórę i dawały natychmiastowy efekt matowej twarzy. W przypadku tego kremu cera wygląda, jakby była posmarowana zwykłym kremem nawilżającym i ma taki ładny, zdrowy glow. Skóra jest w dotyku gładsza, a pory skóry wyglądają na zmniejszone.

Krem świetnie sprawdza się pod makijażem. Chociaż twarz nadal wymaga przypudrowania w trakcie dnia, to mój makeup trzyma się na nim nie tyle dłużej, co lepiej. Przede wszystkim w końcu pozbyłam się warzącego się podkładu, co było moją zmorą. Po tygodniu codziennego stosowania zauważyłam poprawę stanu cery – stany zapalne zostały złagodzone, a przebarwienia delikatnie rozjaśnione. Co dla mnie ważne, to że nie przyczynił się do zapychania porów. Po dwóch tygodniach nowe niedoskonałości przestały się pojawiać tak często jak do tej pory, koloryt skóry nieco się wyrównał i moja cera zaczęła wyglądać znośnie. Jak na razie nie zamierzam rozstawać się z tym kremem.

Znacie kosmetyk z dzisiejszej notki? Jaki jest wasz ulubiony krem do twarzy?

Czytaj dalej »

Puder fixujący Vichy Dermablend Setting Powder

Puder to bardzo ważna część makijażu, szczególnie przy przetłuszczającej się skórze. W większości przypadków, przy wyborze drogeryjnego produktu musimy zastanowić się, co jest dla nas ważniejsze – naturalnie wyglądający makijaż, czy efekt matowej skóry trwający przez dłuższy czas. I chociaż znalazłam już kosmetyk tego typu, który kupuję regularnie, to nadal szukam czegoś lepszego. Dzisiaj chciałam przedstawić wam moje pierwsze wrażenia z używania pudru fiksującego Vichy Dermablend.

Puder fixujący Vichy Dermablend Setting Powder

Puder otrzymujemy w dobrze prezentującym się, okrągłym, lekkim, plastikowym słoiczku z czarną zakrętką. Ma on pojemność 28 g, a w cenie regularnej zapłacimy za niego ok. 67 zł. Można znaleźć go w większości aptek. W opakowaniu załączone jest sitko oraz puszek służący do nakładania kosmetyku. Zamiast niego można jednak spokojnie wykorzystać np. Beauty Blender lub inną gąbkę do makijażu. Producent zaleca wykonywać tym pudrem tzw. baking - nakładać grubszą warstwę pudru na problematyczne miejsca (u mnie czoło, nos, broda i obszar pod oczami). Po odczekaniu 2 minut twarz należy omieść pędzlem i pozbyć się nadmiaru kosmetyku. Ja przy okazji ten nadmiar wcieram kolistymi ruchami w pozostałe miejsca. Przez puder, który jest sypki, jest to mało czysty proces, więc przebieranie się w strój do pracy lepiej odłożyć na później.

Puder fixujący Vichy Dermablend Setting Powder Puder fixujący Vichy Dermablend Setting Powder

Puder nie daje dodatkowego krycia. Koloru również... nie powinien. Jeśli wydaje nam się, że zbytnio rozbielił nam twarz, to wystarczy jedynie dokładniej omieść twarz pędzlem. Główną funkcją tego pudru jest matowienie cery i przedłużanie trwałości makijażu. W tej kwestii sprawdza się doskonale. Kosmetyk jest bardzo miałki i aksamitny. Pomimo tego, że nakładamy go nieco hojniej, to na skórze jest niemal niewidoczny i mocno się z nią stapia, nie odcina się i wygląda naprawdę naturalnie. Zbyt duża ilość kosmetyku daje efekt całkowicie matowej twarzy, która może wydawać się płaska. To wrażenie potęgują też wygładzające właściwości tego pudru. Jeśli porządnie "wpracujemy" go w twarz, cera wygląda na niemal porcelanową. Ten element może stanowić idealną bazę dla dalszego makijażu. Produkt wydaje się też wydajny, ponieważ na pokrycie całej twarzy wystarczy niewielka ilość kosmetyku.

Działanie tego pudru bardzo przypadło mi do gustu. Niestety nie jest to produkt, który można bez problemów wrzucić do torebki i używać go do poprawiania makijażu w ciągu dnia, np. w pracy, bo jest to puder sypki i potrzebny jest do niego pędzel. Niemniej jednak, nie jest to jego wielką wadą. Pomimo tego, że nie przedłuża trwałości makijażu na ekstremalnie długi czas (producent zapewnia 16h), to w ciągu dnia pracy sprawia, że makijaż wygląda świeżo i zazwyczaj poprawki nie są konieczne. Za to wszystko odpowiedzialny jest jedyny składnik produktu: talk + dodatek w postaci składnika fixującego. Nie jest to jednak zwykły talk, jego tajemnica tkwi w mikronizacji, która nadaje mu wyjątkowo drobną i lekką teksturę.

Vichy Dermablend puder sprawdzi się używany na co dzień, do pracy, czy szkoły. Szczególnie, jeśli zależy nam na niemal niewidocznym wykończeniu makijażu. Na specjalne okazje, kiedy będzie trzeba wyciągnąć ciężkie makijażowe działa też będzie dobrym wyborem. Pamiętajmy też, że za trwałość makijażu odpowiada nie tylko sam puder utrwalający, ale również rodzaj skóry, jej przygotowanie pod makijaż, rodzaj podkładu i zastosowanej bazy. Więcej o stosowaniu tego typu produktów przeczytacie tutaj [KLIK!].

Puder fixujący Vichy Dermablend Setting Powder

Znacie kosmetyk z dzisiejszej notki? Jakie są wasze sposoby na trwały makijaż? Jaki jest wasz ulubiony puder?

Czytaj dalej »

Marmurkowe paznokcie - white marble | 3 sposoby na marmurek

Trend na marmurkowe paznokcie towarzyszy nam już od dłuższego czasu i jak na razie nie zapowiada się na to, żeby miał odejść. Wcale mnie to nie dziwi - taki wzorek nie tylko jest bardzo prosty do zrobienia, ale też wygląda na dłoniach ciekawie i stylowo. Na dzisiaj przygotowałam dla was 3 różne sposoby na wykonanie takiego manicure w domu oraz moją małą wariację na ten temat.

Marmurkowe paznokcie - white marble | 3 sposoby na marmurek Marmurkowe paznokcie - white marble | 3 sposoby na marmurek

Do wykonania zdobienia będziemy potrzebować białego lub jasnoszarego lakieru, który będzie naszą bazą. Następnie, w zależności od tego, jak intensywny efekt chcemy otrzymać, dobieramy do niego lakier czarny lub szary. Do malowania "pęknięć" w naszym marmurze najlepiej użyć cienkiego pędzelka, ale można posłużyć się też np. wykałaczką. Ostatnimi niezbędnymi rzeczami są zmywacz do paznokci i dowolny pędzelek (najlepiej o miękkim włosiu), którym będziemy rozmazywać lakier. Jeśli chcemy, do malowania zdobienia zamiast lakierów możemy wykorzystać farbki akrylowe. Wtedy potrzebna będzie czarna farba, pędzelek i woda.

Sposób 1 - cienki pędzelek

Używając cienkiego pędzelka na bazie malujemy cienkie, czarne kreski. Najlepiej malować kształty przypominające litery X lub Y, gdzie miejsca złączeń kresek są najciemniejsze i stopniowo bledną wraz z odległością od środka. Malujemy tyle elementów ile nam się podoba - im więcej, tym mniej widoczna będzie nasza jasna baza. Następnie, używając czystego pędzelka zamoczonego w zmywaczu do paznokci, delikatnie dotykamy kresek, pozwalając im się rozpuścić. Najlepiej wykonywać delikatne ruchy góra-dół zamiast przeciągać pędzlem po paznokciu, bo możemy niechcący rozpuścić naszą bazę.

Sposób 2 - folia

Ten sposób jest zdecydowanie najszybszy. Możemy w nim wykorzystać kawałek folii - tutaj mamy kompletną dowolność. Może to być woreczek, folia śniadaniowa, a pewnie sprawdziłaby się nawet nawet aluminiowa (z tych cieńszych). Zwijamy kawałek naszej folii w kulkę i trzymając ją w ręce nakładamy na nią niewielką ilość lakieru do paznokci. Jeśli nałożymy na nią emalię nieco hojniej niż to było w planach, to możemy nadmiar odcisnąć np. na chusteczce do paznokci. Następnie, delikatnie dotykamy folią naszych paznokci. Powinny pozostać na nich nieregularne wzorki. Na koniec rozmazujemy nasze plamki pędzelkiem zanurzonym w zmywaczu, analogicznie jak w sposobie nr 1.

Sposób 3 - farbki akrylowe

Zamiast czarnego czy szarego lakieru do paznokci można użyć zwyczajnej, czarnej farbki akrylowej. Ten sposób jest zdecydowanie najbardziej pracochłonny, ale daje największą kontrolę nad efektem końcowym. Polega on na nakładaniu kolejnych warstw odpowiednio rozwodnionej (lub wymieszanej z bielą) czarnej farbki tak, żeby uzyskać efekt marmurka. Najlepiej przygotować sobie kilka (3-4) odcieni i nakładać je kolejno od najjaśniejszego do najciemniejszego tworząc charakterystyczne, marmurkowe pęknięcia. Jeśli jednak chcemy zaoszczędzić trochę czasu, to możemy namalować farbką czarne kreski dokładnie jak w sposobie 1, z tą różnicą, że później rozpuszczamy je pędzelkiem zamoczonym w wodzie.

Gotowe zdobienie wykańczamy ulubionym top coatem, który nabłyszczy, wyrówna i przedłuży trwałość manicure. Jest to szczególnie ważne w przypadku 3 sposobu, bo jeśli tego nie zrobimy, to farbki i cały nasz marmurek rozpłyną się przy pierwszym myciu rąk czy prysznicu.

Marmurkowe Marmurkowe paznokcie - white marble | 3 sposoby na marmurek

To zdobienie zdecydowanie trafiło do grona moich ulubionych. Jest bardzo proste do wykonania i w zasadzie nie wymaga żadnych większych umiejętności artystycznych. Można je namalować na wszystkich paznokciach lub tylko na kilku, ozdobić tasiemkami lub połączyć z innym lakierem i zawsze będzie wyglądać świetnie!

Podoba wam się taki marmurkowy manicure? Wykonywałyście takie zdobienie na swoich paznokciach?

Czytaj dalej »

Paletka rozświetlaczy do twarzy Wibo Star Shine | Swatche

Kompletnie nie śledzę kosmetycznych nowości i zapowiedzi. Z tego względu rzadko zdarza mi się czekać na premierę jakiegoś produktu. Może to i dobrze? Może w jakiś sposób jest to błogosławieństwo dla mojego portfela? Paletka z dzisiejszego posta jest jednak wyjątkiem. Wpadła mi w oko całkowicie przypadkowo i z niecierpliwością oczekiwałam na jej pojawienie się w Rossmannie. Dzisiaj już jest częścią mojej kosmetyczki i mogę wam ją pokazać z bliska i opowiedzieć o niej co nieco.

Paletka rozświetlaczy do twarzy Wibo Star Shine

Produkt składa się z sześciu różnych rozświetlaczy o różnych kolorach. Całość dostajemy w opakowaniu wykonanym z holograficznego papieru. Sama paletka jest dość porządnie wykonana, sztywna, zamykana na ukryty magnes. Nie znajdziemy w niej lusterka, co dla mnie raczej nie jest minusem. Opakowanie zawiera 12g produktu (2g na panewkę) i kosztuje 32,99zł w cenie regularnej. Paletkę można kupić online lub stacjonarnie w Rossmannie.

Paletka rozświetlaczy do twarzy Wibo Star Shine Paletka rozświetlaczy do twarzy Wibo Star Shine

Kolory rozświetlaczy są raczej chłodne, więc mogą nie pasować osobom o bardzo ciepłej lub mocno opalonej skórze. Myślę jednak, że przy odpowiednim dopasowaniu pozostałego makijażu - oka, ust - będą prezentować się ciekawie. Rozświetlacze mają dość suchą konsystencję, w szczególności tyczy się to pierwszego odcienia, Star Dust. Każdy z nich zawiera niewielką ilość brokatu. Produkt jest dobrze napigmentowany, do rozświetlenia kości policzkowych wystarczy jedno muśnięcie pędzla. Efekt jaki dają raczej nie należy do delikatnych. Jeśli więc jesteście zwolenniczkami naturalnego looku, to prawdopodobnie lepiej byłoby sięgnąć po któryś z rozświetlaczy Lovely. Jeśli natomiast lubicie eksperymentować i bawić się makijażem - śmiało! Świetnie sprawdza się używany do podkreślania łuku brwiowego lub wewnętrznego kącika oka. Kosmetyk można nakładać pojedynczo, wybierając jeden z sześciu odcieni. Można również używać go tak, aby dawał efekt jak modny ostatnio tęczowy rozświetlacz - łączyć je i blendować, żeby stworzyć kolorowy glow. Zatem jakie kolory znajdziemy w palecie?

  • Star Dust - jasnożółta baza, opalizujący na niebiesko. Nieco odstaje od reszty jakością, wydaje się nieco kredowy.
  • Magic Heaven - baza w kolorze khaki, opalizuje na srebrno.
  • Glam & Bright - liliowa baza, opalizujący na niebieskofioletowo. Bardzo podobny do Star Dust.
  • Diamond Shine - beżowa baza, opalizuje na różowo.
  • Royal Crown - baza w kolorze jasnozielonym, opalizuje na zielono.
  • Precious - jasnoszara baza, opalizuje na srebrno. Niemal identyczny z Magic Heaven, jedynie delikatnie jaśniejszy i mniej wpadający w zieleń, ze względu na różnicę w kolorach baz.
Paletka rozświetlaczy do twarzy Wibo Star Shine. Swatche.

Moim zdaniem paleta jest warta zakupu. Udało mi się ją dostać na promocji -49% w Rossmannie, ale zapłaciłabym za nią również cenę regularną. Jedyne moje zastrzeżenie to dwie pary bardzo zbliżonych do siebie kolorów. Różnice między nimi mogły być mniej subtelne. Mimo to polecam, bo paletka jest świetna. Taki produkt drogeryjny, dostępny od ręki, nietuzinkowy i dobrej jakości to coś, czego chciałabym więcej!

Macie tę paletkę w swojej kosmetycznej kolekcji? Jaki jest wasz ulubiony rozświetlacz?

Czytaj dalej »

Przesyłki od Dresscloud - nowości w kosmetyczce, akcesoria i dodatki

Ostatnie dwa miesiące przyniosły mi dużo ciekawych nowości. Dzisiaj chcę pokazać wam przesyłki, które dotarły do mnie dzięki Dresscloud. Tym razem to bogactwo rozmaitości - kosmetyki, skarpetki, a nawet poduszka!

Nie wiecie o czym mówię? Już spieszę z wyjaśnieniem! Dresscloud to portal, na którym użytkowniczki umieszczają zdjęcia w różnych kategoriach - na makijażu, paznokciach, stylizacjach począwszy na jedzeniu i zwierzakach skończywszy. Inni mogą nasze zdjęcia "lajkować" i dodawać do ulubionych, a także obserwować nasz profil. Dzięki zebranym "lajkom" otrzymujemy kryształki, czyli coś w stylu wirtualnej waluty, którą możemy wykorzystać w sklepiku z nagrodami. Zestawy, które się tam pojawiają składają się z nowych kosmetyków o pełnej pojemności lub miniaturek, biżuterii i akcesoriów w zupełności zgodnych z najnowszymi trendami. Jeśli nie wiecie skąd wziąć darmowe kosmetyki i produkty do testowania - to jest to miejsce. A jeśli zastanawiacie się, gdzie promować bloga, to na Dresscloud znajdziecie wiele dziewczyn zainteresowanych tematyką beauty. Do tego dochodzi świetna atmosfera, forum żyjące własnym życiem i ogrom konkursów i innych atrakcji. Dodatkowe punkty można zebrać poprzez program polecający - zdobywa się je, jeśli ktoś zarejestruje się z naszego linku polecającego i aktywnie korzysta ze strony. Miałam takie szczęście, że kilka dziewczyn mi w tym pomogło, za co wam teraz bardzo dziękuję! ❤️

Przesyłka od Dresscloud. Paczka z szamponem Guhl, maseczką Tołpa, woskiem Yankee Candle i pomadką Yves Rocher. Przesyłka od Dresscloud. Paczka z kremem Organic Shop, maseczką Eveline, i pomadką Makeup Revolution.

Około dwóch tygodni udało mi się wylicytować moje ósme już pudełeczko, a w środku marca dostałam do swoich rąk siódme (szczęśliwe!). W środku znalazło się wiele nowych dla mnie kosmetyków. Prawie wszystkie zdążyłam już wypróbować. Wyjątkiem jest szampon Guhl, bo po promocji 1+1 w Rossmannie mam jeszcze spore zapasy. Nieco wcześniej, punkty zebrane w programie polecającym wymieniłam na kokosową wodę toaletową Yves Rocher. Poniżej znajdziecie listę kosmetyków, które dostałam. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii o konkretnym produkcie, to kliknijcie w nazwę, a rozwinie się minirecenzja.

Pomadka Makeup Revolution w odcieniu Flashing

Pomadka ma bardzo ładny, żywy kolor, którego na pewno nie można nazwać naturalnym. Jest to intensywny róż z niebieskim pigmentem, dzięki czemu szminka optycznie wybiela zęby. Kosmetyk nie jest zbyt trwały, szybko się zjada. Częściowo odpowiada za to jego satynowe wykończenie. Niestety smuży przy nakładaniu. Najlepiej wygląda, kiedy niewielką jej ilość wklepię palcem w usta.

Zabieg Multimasking - Eveline

Ta maseczka to mój absolutny hit. Zestaw składa się z dwóch części - dwóch różnych masek, które nakładamy na różne partie twarzy. Oba produkty mają działanie nawilżające i rozświetlające oraz mają usuwać oznaki zmęczenia. Jeden kosmetyk nakładamy na całą twarz, a drugi tylko pod oczy. Działanie widać od razu i jest to chyba najlepsza maseczka w saszetce jakiej używałam.

Krem-balsam Organic Shop, wersja z acerolą i lotosem

Niestety, kremy do rąk na bazie wody nie sprawdzają się u mnie zbyt dobrze. Produkt nawilża dłonie, ale tylko chwilowo, nie chroni przed wiatrem i zimnem. Nie sprawdzi się na bardzo suchych dłoniach. Ma ładny zapach, chociaż musiałam się do niego przyzwyczaić, bo na początku bardzo mnie drażnił - trzeba przyznać, że jest dość ostry. Myślę, że będzie okej kiedy już zrobi się ciepło i moje dłonie nie będą aż tak wymagające.

Woda toaletowa Yves Rocher - wersja kokosowa

Woda ma zapach kokosowy - naprawdę piękny! Bardzo prosty, nienachalny, dobrze komponuje się z innymi kokosowymi produktami, których mam pełno - od zwykłego oleju kokosowego, po odżywki, balsamy i żele pod prysznic. Ma pojemność 20ml i niestety jest to największa buteleczka, jaką można kupić. Szkoda, bo zapach bardzo mi się podoba, jest iście wakacyjny. Trwałość jest dość krótka, ale cóż, taka specyfika wody toaletowej.

Nawilżająca pomadka Yves Rocher w odcieniu Rose Galica

Pomadka ma proste, klasyczne opakowanie. Sprawia wrażenie ciemnoróżowej, jednak na ustach traci na intensywności. Nie jest zbyt napigmentowana, poleciłabym ją osobom, które nie przepadają za pomadkami albo za zbyt intensywnym makijażem ust. Produkt ma delikatnie lśniące wykończenie, na ustach wygląda jak balsam. Dla mnie to bardzo ładny nude, zbliżony odcieniem do naturalnego koloru moich warg. Irytuje mnie w niej jedynie zapach, który jest wyczuwalny po aplikacji.

Wzmacniająco-łagodząca maska-opatrunek Tołpa

Bardzo przyjemny produkt. Przeznaczony jest do cery naczynkowej. Działa nawilżająco i łagodząco. Uspokaja i koi skórę, która jest po niej dużo mniej zaczerwieniona. Przy okazji świetnie działa na wypryski - redukuje zapalenia, przez co zmiany są mniej widoczne. Opakowanie wystarczyło mi na 4 użycia.

Przesyłka od Dresscloud. Kokosowa woda toaletowa Yves Rocher.

Poza kosmetykami trafił do mnie także wosk Yankee Candle o zapachu werbeny - bardzo kwiatowym, intensywnym. Idealnie nadaje się na wiosnę i lato, jest bardzo przyjemny. Poza tym dwie świetne rzeczy, które mam nadzieję, ze posłużą mi przez dłuższy czas - urocze skarpetki z kotem oraz poduszka. Możecie zobaczyć je na poniższych zdjęciach. Poduszka ma przodu ma nadruk bulldoga francuskiego, a z tyłu jest biała w szarą kratę. Idealnie się wpasowała w moją sypialnię.

Prezent od Dresscloud. Skarpetki z kotami Forever21. Prezent od Dresscloud. Poduszka z buldogiem francuskim Primark. Prezent od Dresscloud. Poduszka z buldogiem francuskim Primark.

Jeśli macie ochotę, to zapraszam do rejestracji na stronie z mojego linka [KLIK]. Po kliknięciu w niego możecie też przejść na mój profil i pooglądać zdjęcia. Chętnie odpowiem na pytania dotyczące moich przesyłek albo działania serwisu, o ile jakieś macie. A jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co u mnie, to szczególnie zapraszam do zaglądania lub rejestracji, bo chyba nigdzie nie wrzucam postów tak regularnie jak tam.

Macie konta na Dresscloud? Koniecznie podzielcie się nickami w komentarzach!

Czytaj dalej »

Wielkanocny manicure | Geometryczne kurczaki

Były zające, czas na kurczaki! To chyba właśnie one najbardziej kojarzą się z Wielkanocą, więc nie mogłoby ich tutaj zabraknąć. Tym razem przedstawiam wam jednak nieco inną, dość nietypową wersję. Dzisiejsze paznokcie nie są już tak uśmiechnięte jak króliczki, ale mają coś w sobie. Postawiłam na prostotę i tak powstały one - geometryczne kurczaki!

Wielkanocny manicure | Geometryczne kurczaki

Ze względu na to, że elementy manicure są bardzo małe i zależało mi na ostrych, równych i dokładnych kształtach, wykorzystałam nieco inną niż zwykle technikę. Kurczaki i prostokąty to stworzone przeze mnie naklejki, które dopiero na samym końcu przeniosłam na paznokcie. Do ich wykonania użyłam pięciu lakierów - dwóch Eveline z serii miniMAX, białego i czarnego, jasnożółtego Rimmel Clubbing Color, pomarańczowego MIYO Mini Drops o nazwie Festival i czerwieni od Sally Hansen, Pucker up. Na silikonowej macie do zdobienia paznokci (może być każda inna, śliska powierzchnia) rozsmarowałam odrobinę każdego z lakierów. Kiedy wyschły, odkleiłam je i nożyczkami wycięłam z nich odpowiednie kształty, które później przykleiłam na paznokciach. Wyjątkiem były oczy, które zrobiłam sondą. Skórki i nierówne brzegi manicure wyczyściłam pędzelkiem zamoczonym w zmywaczu. Całość pokryłam top coatem, jak zwykle był to Insta-Dri od Sally Hansen.

Wielkanocny manicure | Geometryczne kurczaki Wielkanocny manicure | Geometryczne kurczaki

Jakie wzory kojarzą wam się z Wielkanocą? Planujecie jakieś specjalne manicure na zbliżające się święta?

Czytaj dalej »

Wielkanocny manicure - uśmiechnięte zające | Tutorial krok po kroku

Hurra! Nadeszła wiosna! To oznacza jedno - zbliżającą się Wielkanoc, a co za tym idzie, czekoladowe jajka oraz paznokcie w zające i kurczaki! Dzisiaj przedstawiam wam jedno z dwóch manicure, które przygotowałam specjalnie na tę okazję.

Bazę tego zdobienia stanowią dwa lakiery - piękna mięta Barry M Gelly Hi - Shine w kolorze Sugar Apple i biel od Eveline z serii miniMAX. Na miętowych paznokciach namalowałam króliki, używając wspomnianego wcześniej białego lakieru i różu Sally Hansen Xtreme Wear w odcieniu Giant Peach oraz sondy do zdobień. Z kolei na białych paznokciach zrobiłam miętowe i różowe kropki, żeby moje paznokcie chociaż minimalnie przypominały wielkanocne pisanki. Królicze oczy, nosy i uśmiechy namalowałam czarną farbką akrylową i pędzelkiem. Dużą zaletą farbek jest to, że kiedy wyschną, można je zdrapać, nie uszkadzając manicure. Dlatego właśnie tak świetnie sprawdzają się przy zdobieniach, gdzie mamy dużo dziubania - detale można naprawdę dopracować. Efekt końcowy jest bardzo wiosenny, uroczy i w moim stylu.

Wielkanocny manicure - uśmiechnięte zające | Tutorial krok po kroku Wielkanocny manicure - uśmiechnięte zające | Tutorial krok po kroku Wielkanocny manicure - uśmiechnięte zające | Tutorial krok po kroku

Podobają wam się moje zające? Planujecie jakieś wyjątkowe manicure na zbliżające się święta?

Czytaj dalej »

Rossmann -49% 2017 | Promocja na kosmetyki do makijażu twarzy, oczu, ust i paznokci | Moja lista zakupów

Promocja -49% w Rossmannie zbliża się wielkimi krokami. Specjalnie na tą okazję powstrzymuję się przed kosmetycznymi zakupami i wykańczam resztki mojej kolorówki, więc moja kosmetyczka powoli zaczyna świecić pustkami. Na szczęście, dzięki temu, będę mogła odrobinę zaszaleć na promocji i przy okazji trochę zaoszczędzić na produktach, których potrzebuję. Nie liczę lakierów do paznokci, bo tego wystarczyłoby mi na 5 cykli życia, ale ćśśś...

Promocja -49% Rossmann 2017

Promocja nie będzie podzielona na trzy części, jak było do tej pory. Mamy za to szansę na nieco większą obniżkę. Promocja -49% będzie dostępna dla każdego, natomiast członkowie klubu Rossmann dostaną 55% rabatu przy zakupie trzech lub więcej kosmetyków. Jak dołączyć do klubu Rossmann? Trzeba pobrać aplikację, która jest dostępna na telefony z systemem Android [KLIK!], iOS [KLIK!] i Windows Phone [KLIK!]. W aplikacji można zalogować się danymi z dotychczasowego konta Rossmann. Po rejestracji lub logowaniu uzupełniamy dane, akceptujemy regulamin i otrzymujemy kod do wirtualnej karty klubowej. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o klubie, zerknijcie na oficjalną stronę Rossman [KLIK!].

Tym razem postanowiłam przygotować sobie listę kosmetyków, które muszę, albo chcę kupić. Podczas ostatniej promocji poszłam na żywioł, i naprawdę, nie jest to dobre rozwiązanie. Ostatecznie zapomniałam o połowie rzeczy, które chciałam, a kupiłam inne, które nie były najlepszej jakości. Tym razem stawiam na przemyślane (co nie oznacza, że małe) zakupy.

Na mojej liście znajdują się tylko 4 sprawdzone przeze mnie produkty, czyli kosmetyki do których wracam raz za razem. Reszta to rzeczy, które już od pewnego czasu chciałam wypróbować albo ciekawe, kuszące nowości.

Promocja -49% Rossmann 2017. Co kupić na promocji w Rossmannie?

Ulubieńcy

Lovely, Pump Up, tusz do rzęs podkręcający

Tego tuszu używam regularnie już od lat i na razie nie planuję zamieniać go na nic innego. Lubię w nim to, że się nie osypuje, z czym zawsze mam problem przy tuszach (zawsze gdzieś, czymś przetrę oko). Ma bardzo wygodną, silikonową szczoteczkę, z wypustkami o rożnej długości. Nie sprawia trudności przy demakiajżu i łatwo go zetrzeć z twarzy, kiedy np. przez przypadek pacniemy się szczoteczką w nos, albo kichniemy przy malowaniu oka. Cena regularna: 10.99zł.

Maybelline, Affinitone, korektor

Ten korektor kupiłam na promocji prawie dwa lata temu i od tamtej pory jest moim ulubionym. Używam go pod oczami, gdzie sprawdza się bardzo dobrze (na niedoskonałości jest zbyt lekki). Świetnie stapia się ze skórą, nie wchodzi w zmarszczki i załamania i jest trwały. Dobrze się rozciera i łączy z bazą. Cena regularna: 28.99zł.

Puder matujący Rimmel Stay Matte

Puder, do którego zawsze wracam. Matuje na długo i przedłuża trwałość makijażu, nie odznaczając się na twarzy. Cena regularna: 26.79zł.

Top coat Insta-Dri Sally Hansen

Absolutne must-have przy wykonywaniu manicure zwykłymi lakierami. Nie tylko przyspiesza wysychanie paznokci, ale przedłuża trwałość emalii oraz wyrównuje ją i nabłyszcza. Cena regularna: 21.99zł.

Poza tymi czterema kosmetykami mogę polecić inne, które ja tym razem sobie odpuszczę. Zwolenniczkom średnio kryjących, rozświetlających podkładów może przypaść do gustu Rimmel Wake Me Up! (46.99zł), który pięknie wygląda na skórze. W dziale ze szminkami zerknijcie na matowe pomadki Lovely Extra Lasting, szczególnie tę w odcieniu nr 1. Ich cena regularna to 9.99zł, a jakość jak na tę kwotę jest zaskakująco dobra. Warto zaopatrzyć się też w lakiery Eveline MiniMax (6.69zł) lub Wibo (6.59zł) - za niewielką cenę można kupić kilka podstawowych, bazowych kolorów dobrej jakości.

Nowości

Podkład rozświetlający Bourjois, Healthy Mix

Zastanawiałam się nad nim przy ostatniej promocji i ostatecznie się na niego nie zdecydowałam. Jego recenzje przekonują mnie, że byłby to kosmetyk dobry dla mnie. Myślę, że dobrze sprawdziłby się wiosną i podczas nadchodzącego lata. Cena regularna: 62.99zł.

Bronzer Lovely, wersja milky chocolate

Wyglądem przypomina czekoladkę Bourjouis, ale kolor produktu jest dużo chłodniejszy. Myślę, że idealnie zastąpi bronzer KOBO, którego używałam do tej pory i który wykończyłam do ostatniego okruszka. Cena regularna: 23.69zł.

Paletka rozświetlaczy Wibo, Star Shine

Zakochałam się w tej palecie od pierwszego wejrzenia. Myślę, że będzie to lepsza wersja rozświetlaczy Lovely. Nawet wygląda porządniej. Cena: ???.

Bronzer Wibo, Baked Mix

Kosmetyk, którego planuję używać latem. Satynowy bronzer, który ładnie rozświetli twarz i podkreśli opaleniznę. Cena regularna: 21.99zł.

Róż Wibo, Ecstasy

Nie ma co ukrywać, ta seria to ewidentnie podróbka róży NARS. Trudno tu mówić nawet o inspiracji, kiedy słowo "Ectasy" jest napisane tą samą czcionką, z takimi samymi odstępami pomiędzy literami. No i sentyment podobny. Mimo wszystko, ten róż wygląda przepięknie! Cena: 21.99zł.

Eyebrow pomade Wibo

Chciałabym wypróbować, z czystej ciekawości. Używałam pomady Inglot, która wyschła w mig, a jej kolor okazał się być zbyt ciepły. Może tańszy odpowiednik będzie dla mnie lepszy. Cena: ???.

Zestaw do makijażu Lovely, K-lips

Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat tych zestawów, więc chciałabym wypróbować jeden z nich. Podoba mi się ten w odcieniu nude. Cena: 19.99zł.

Cienie do powiek Lovely, Precious Kit

Widziałyście te cienie? Paletka przypomina mi nieco Vintage Romance od Sleeka, do której kiedyś wzdychałam. Tutaj kolory jednak dużo bardziej do mnie przemawiają. Cena: 31.99zł.

Pomadka Wibo, Million Dollar Lips

Podoba mi się kolor jednej z dwóch nowych pomadek z tej serii. To jasny, brudny róż, których nigdy mi za wiele. Cena: 13.99zł.

Metallic nail polish Wibo

Te lakiery obowiązkowo wrócą ze mną do domu. Podoba mi się w nich wszystko, od pomysłu do zakrętki butelki. Emalie mają dawać tak popularny ostatnio efekt lustra. Cena za sztukę: 6.49zł.

Strobing nail polish Wibo

Nie jestem pewna, jakiego typu są to lakiery. Obstawiam półprzezroczystą białą bazę z ogromem drobinek. Myślę, że ta emalia może przypominać "efekt syrenki". Cena: ???

To byłoby na tyle! Jak widać, planuję wypróbować wiele nowych kosmetyków. Część z nich ma być dostępna w sprzedaży dopiero od kwietnia, dlatego nie znam jeszcze ich cen.

A wy planujecie zakupy na promocji -49% w Rossmannie? Jakie kosmetyki chcecie kupić? Stawiacie na sprawdzone produkty czy testujecie nowości?

Czytaj dalej »

Żele pod prysznic Palmolive Gourmet | Dwa zapachy - kokos i truskawka

Wydaje mi się, że znaczna większość ludzi w żelach pod prysznic lubi zapachy kwiatowe, lub orzeźwiające, owocowe. Nie liczę już tego, ile razy ktoś, słysząc, że uwielbiam zapach czekolady pod prysznicem, robił zdziwioną minę. No halo, albo się kocha czekoladę, albo nie! I bardzo proszę - ktoś, gdzieś, daleko (prawdopodobnie) śpiewając do słuchawki prysznicowej pomyślał sobie - "a gdyby zrobić serię kosmetyków pachnących słodkimi deserami"? Ja to bardzo dobrze rozumiem - co może być lepszego niż połączenie dwóch z najlepszych rzeczy pod słońcem: słodyczy i gorących pryszniców?

Żele pod prysznic Palmolive Gourmet | Dwa zapachy - kokos i truskawka

Żele Palmolive Gourmet pojawiły się w sklepach w zeszłym roku. Mocno reklamowane, bardzo zachwalane, miały mieć piękne zapachy (przygotowane z myślą o smakoszach - stąd ta nazwa), którymi można się cieszyć nie licząc kalorii! Chyba nie muszę mówić coś więcej. Wiem, że nie każdemu takie aromaty podobają się pod prysznicem, ale dla mnie nie ma nic lepszego. Wypróbowałam wszystkie dostępne wersje tego żelu i te z dzisiejszego posta są moimi ulubionymi, chociaż wersja miętowa (miętowy deser Aero) i czekoladowa, o której już kiedyś pisałam (mus czekoladowy) też są świetne. Najmniej odpowiadał mi żel o zapachu wanilli, który pachnie jak każdy inny waniliowy kosmetyk. Wersja kokosowa przypomina mi mleko kokosowe albo domowe Bounty. Żel truskawkowy pachnie cukierkami pudrowymi, ale mojemu chłopakowi przywodzi na myśl landrynki Alpenliebe.

Żele pod prysznic Palmolive Gourmet | Dwa zapachy - kokos i truskawka Żele pod prysznic Palmolive Gourmet | Dwa zapachy - kokos i truskawka

Pomijając kwestie zapachowe, żele świetnie się sprawdzają. Są gęste, ciągnące i bardzo kremowe. Tworzą masę puszystej, zbitej piany. Dzięki temu są bardzo wydajne i wystarczają na długo. Co ważne - nie wysuszają skóry jak niektóre produkty tego typu. Żele są dostępne w sześciu wersjach zapachowych - czekolada, wanilia, brzoskwinia, mięta, truskawka i kokos. Na próbę możemy wybrać wersję małą - 250ml, która kosztuje ok. 6-7zł, albo od razu sięgnąć po wersję 500ml, za którą zapłacimy ok. 12zł. Większe butelki często można spotkać na promocji w Rossmannie czy Hebe za ok. 9zł. Polecam, 10/10. Aż chce się brać prysznic 10 razy dziennie.

Znacie żele Palmolive Gourmet? Lubicie słodkie zapachy kosmetyków do kąpieli? Jaki jest wasz ulubiony żel pod prysznic?

Czytaj dalej »

Szukasz pomysłu na paznokcie?

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin