Kräuterhof - balsam z masłem kakaowym/shea

Kto mnie zna, lub chociaż czasem czyta, ten wie, że czekoladzie i kakao nie jestem w stanie odmówić. Bo i po co. Jednak z jakiegoś powodu ten balsam nie należy do moich ulubionych. Dlaczego? O tym dalej.


Balsam z masłem kakaowym i masłem shea otrzymałam na spotkaniu blogerek od sklepu Natko.pl. Za 250ml produktu zapłacimy 16,90zł. Niestety nie używałam go zbyt długo, bo niewiele ponad tydzień, ale jestem zmuszona do napisania recenzji.

Balsam zabezpieczony jest sreberkiem, dzięki czemu mamy pewność, ze nikt w nim wcześniej nie grzebał. Kosmetyk jest dość gęsty, dobrze się rozsmarowuje i wchłania. Niestety zauważyłam, że nie jest zbyt wydajny - została mi tylko połowa opakowania, a naprawdę nie należę do fanów smarowania. Ponadto, z doświadczenia wiem, że kremy i balsamy, które na którymś z pierwszych trzech miejsc w składzie zawierają parafinę, jakimś sposobem przynoszą mi więcej szkody niż pożytku.

Balsam nawilża i wygładza skórę, ale jest to efekt krótkotrwały, utrzymujący się do kolejnego mycia. Przy przesuszonej skórze (patrz łydki) jest to wyjątkowo dobrze widoczne - sprawdza się jedynie jako doraźne nawilżenie. Jeśli oczekujecie efektu WOW, ten balsam wam go nie zapewni. Zapewni wam za to uciążliwy, nie chcący odejść zapach bożonarodzeniowego ciasta czekoladowego, które ktoś przesłodził co najmniej dziesięciokrotnie. Jest mdło...

Dla mnie to średniak. Przeciętniak. Ostatecznie jednak skreślam go... za jego zapach.

Używałyście tego balsamu?

~ Natalia

Zobacz też: