Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Oriental Therapy - maseczka antystresowa

Na każdy kosmetyk, do którego można dopisać przymiotnik "azjatycki" rzucam się od razu. W końcu któż nie chciałby być piękną Azjatką? Albo nawet przeciętną? Dlatego właśnie, pomimo mojego negatywnego nastawienia do maseczek do twarzy, postanowiłam wypróbować tę - antystresową maseczkę Oriental Therapy.


Maseczkę możemy znaleźć w sklepie grotabryza, niedawno widziałam ją także w Hebe. Jej cena to 7 złotych bez kilku groszy. Za taką cenę otrzymamy opakowanie zawierające tkaninę nasączoną niezbyt rzadkim, trochę żelowatym płynem. Jego zapach nie każdemu przypadnie do gustu. Moim zdaniem ta woń to mieszanka ziemi i grzybów. Jak dla mnie - średnio relaksująca. Zwłaszcza, że nie ma na świecie nic, czego nienawidziłabym bardziej niż grzybów. Może poza prasowaniem. Albo wyrobami czekoladopodobnymi.


Według zaleceń producenta maseczkę należy nałożyć na twarz, poczekać 20-30 minut, zdjąć i znów czekać, aby pozostałości całkowicie się wchłonęły. Sama tkanina dobrze trzyma się na buzi. Jest bardzo dobrze nasączona i ciężka, ale płyn nie zlewa się z niej ani nie skapuje.


Co zauważyłam? Na pewno duże nawilżenie (w końcu trzymałam tę maskę na twarzy przez ponad pół godziny). Skóra była bardzo miękka i gładka, a drobne podrażnienia zmniejszone. Co do relaksu - KTO nie zrelaksuje się, leżąc wygodnie, bez ruchu, przez pół godziny? Nie wiem, czy maska miała z tym coś wspólnego. W moim przypadku raczej wręcz przeciwnie - z czasem zapach przeszkadzał mi coraz bardziej, aż w końcu nie mogłam myśleć o niczym innym niż leśne grzyby pod moim nosem.


Podsumowując - ja nie kupię ponownie, tylko ze względu na zapach. Jeśli jednak wasza skóra potrzebuje (doraźnego) nawilżenia i lubicie leśne aromaty, to... czemu nie?
~ Natalia

Zobacz też:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin