Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Silikonowe love z Beverly Hills

Wiadome jest to, że nie recenzuje się próbek. Ja jednak unikam także recenzji jednorazowych produktów - saszetkowców, maseczek i innych produktów "na raz". Mimo wszystko, na przekór, dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie własnie takiego kosmetyku - jednorazowej kuracji od Chenice.


Nie zrozumcie mnie jednak źle - wszystkie trzy produkty można dostać w pełnowymiarowych opakowaniach. Za 150ml maski zapłacimy 50zł, tyle samo olejku - 30zł, a za 250ml szamponu - 40zł. Taki miniaturowy pakiet rekonstrukcyjny jak na zdjęciach można dostać na allegro za ok. 10zł.


W skład pakietu wchodzą trzy dziesięciomililitrowe saszetki, zawierające szampon, maskę i olejek. Składy można sobie podglądnąć po kliknięciu w TEN LINK w nowej karcie. Pierwszą rzeczą, która zdziwiła mnie w tej kuracji, była kolejność stosowania kosmetyków - najpierw szampon, później olejek, na końcu maska. Trochę obawiałam się tłustych włosów po kroku numer 2, ale, jak się okazało, niepotrzebnie.


Pierwszy krok, czyli szampon, bardzo mocno oczyszcza włosy i skórę głowy. Od razu można wyczuć, że zostawia otwarte łuski włosów, bo te po umyciu są bardzo szorstkie. Kosmetyk pieni się bardzo mocno i dobrze spłukuje.
Kolejny krok - olejek - był dla mnie zaskoczeniem. Bardzo rzadki, niczym woda, o mocno alkoholowym zapachu. Na mokrych włosach dosłownie rozprowadził się sam - po prostu spłynął. Spłukiwał się bardzo dobrze, nie pozostawiając na włosach ani skórze śliskiej warstwy ani uczucia lepkości.
Maska to prawdziwa silikonowa bomba, tak jak szampon dodatkowo wzbogacona keratyną. Bardzo gęsta, zwarta. Dobrze się rozprowadza na włosach i spłukuje. Ze wszystkich trzech to właśnie ona ma najprzyjemniejszy zapach, który długo utrzymuje się na włosach.


Efekt po kuracji powalił mnie na kolana. Moje włosy, zawsze falujące, suche, wywijające się i niesforne, zmieniły się w gładką, błyszczącą taflę. Były gładkie, miękkie, sypkie... jak z reklamy. Tak sobie wyobrażam wszystkie włosy w Beverly Hills. Wiadomo, magia silikonu. Taki stan utrzymał się do dwóch myć (a używałam tylko delikatnego szamponu), więc była to raczej chwilowa, doraźna "rekonstrukcja". Mimo to, na pewno wrócę do tej kuracji, może przed jakimś większym wyjściem - zamiast prostownicy.


Jak oceniacie efekt "po"? Używałyście kosmetyków Chenice?

P.S. Przy okazji zapraszam do udziału w mini-rozdaniu na moim fanpage na Facebooku. Do wygrania dwa nowe błyszczyki Virtual Juicy Explosion :)
~ Natalia

Zobacz też:

8 komentarzy:

  1. Widać różnicę, fajny produkt

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam już kilka razy tą saszetkową kurację i również bardzo mi się spodoba :) A u Ciebie efekt szczególnie widoczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dlatego, że mam suchary zamiast włosów :P

      Usuń
  3. łał jaka zmiana na włosach! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie włosy wydają się mega błyszczące, gładkie i w ogóle takie zdrowe! (niestety) silikony robią swoje i dają takie efekty, ja jednak wolę moje włosy doprowadzić do takiego stanu, że będą tak wyglądać bez silikonów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam taki sam zamiar, ale wiadomo - to długo zajmuje :D Dlatego czasem się ratuję takimi specyfikami :P

      Usuń

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin