Odżywka do rzęs Bodetko Lash

Właściwie odkąd pamiętam, chciałam mieć długie, gęste rzęsy. Próbowałam już wielu kosmetyków, a także "domowych sposobów", które kolejno okazywały się większą lub mniejszą porażką. Powaznie rozważałam zakup którejś z wysokopółkowych (cenowo) odżywek do rzęs, ale nie byłam pewna, czy warto. W końcu ich ceny nie są niskie, a działania nie mogę być do końca pewna. Kiedy po marcowym spotkaniu blogerek w moje ręce wpadła ta odżywka, cieszyłam się jak głupia (patrząc z perspektywy czasu - naprawdę głupia). W końcu dostałam swoją szansę na piękne rzęsy.


Już po opakowaniu widać, że producent chciał podkreślić, że nie jest to tani produkt. Kosztuje on 170 zł, czasem 150 w facebookowej promocji. No ale, to tylko kartonik. Sama buteleczka odżywki ma kształt bardzo podobny do eyelinerów Wibo. Różnicą jest pędzelek - w Bodetko jest on cieńszy i bardziej zwarty.


Konsystencja - wodnista. Nie da się nałożyć zbyt dużo produktu na pędzelek. Właściwie nie widać nawet, ile odżywki nabrałyśmy, ale to bardziej mindfuck niż przeszkoda. Aplikacja jest bardzo łatwa, nie da się w niej niczego zrobić źle. Wystarczy przejechać pędzelkiem po linii rzęs i gotowe.


Jeśli chodzi o skład, to jest on dość krótki i prosty: Aqua, Bimatoprost, Euphrasia Officinailis Extract, Sodium Chloride, Alkohol Denat., Benzalkonium Chloride. Jak widać, już na drugiej pozycji mamy główny składnik odżywki, odpowiedzialny za wzrost rzęs. Czym jednak jest bimatoprost? To nic innego jak lek na jaskrę. Jego głównym zadaniem jest zmniejszanie ciśnienia wewnątrzgałkowego. Wzrost rzęs to tylko skutek uboczny. Jakby na to nie spojrzeć, odżywka może, ale wcale nie musi zadziałać.


Używałam jej przez tydzień. Już pierwszego poranka obudziłam się z maksymalnie napuchniętą górną powieką. Machnęłam jednak na to ręką - może przejdzie. Niestety, tak się nie stało. W ciągu kolejnych dni oczy zaczęły robić się czerwone (masa popękanych żyłek) i łzawić. Bolały przy dotyku, nawet bardzo delikatnym. Kiedy pod koniec tygodnia zaczęłam widzieć przez mgłę, co napędziło mi niezłego stracha, odstawiłam to cudo jak najdalej. Wszystko minęło jak ręką odjął, ale jeszcze przez dwa tygodnie męczyłam się z przesuszoną, chropowatą skórą przy linii rzęs, która później odchodziła płatkami (oj cudownie wyglądały oczy, nie mówiąc o cieniu czy eyelinerze).


Pewnie zdążyłyście już wywnioskować z mojej recenzji, że nie polecam tej odżywki. Oczywiście widziałam na innych blogach jej cudowne efekty, ale ja mimo wszystko wolę nie ryzykować. W końcu zdrowie jest najważniejsze. A w razie czego rzęsy sobie mogę dokleić sztuczne.
~ Natalia

Zobacz też: