Co? Jajco! Maska do włosów Ruska Bania!

Ta recenzja długo siedziała w mojej głowie, a zdjęcia na dysku. Kosmetyk, który możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach to pierwszy rosyjski produkt, którego używałam. Czy się sprawdził?


Jeden rzut oka na opakowanie i można mieć wątpliwości - czy to produkt do włosów czy konfitura z babciowej spiżarni? Właściwie taka jest tylko stylizacja, samo opakowanie jest cienkie, ot, zwykły słoik z wąskim wejściem i plastikową nakrętką. Normalnie wyklinałabym ten design, ale maska jest bardzo rzadka i lejąca, więc nie było potrzeby wsadzania łap do środka. Pojemność - 400ml, cena - ok. 14zł. Skład znajdziemy na bileciku z babuszką, oczywiście w całości po rosyjsku. Jeżeli zaufamy Skarbom Syberii, to dowiemy się, że jest tam: woda pitna, środki powierzchniowo czynne, alkohol tłuszczowy, emulgator, kwas cytrynowy, kompozycja zapachowa, kathon oraz aktywne składniki: żółtko jajka i śmietana.


Przez swoją konsystencję maska nie jest wydajna. Rozlewa się, przecieka przez palce, łatwo jej nabrać zbyt dużo. "Wsiąka" we włosy, znikając. Czasem zastanawiam się, czy jest z nich w ogóle co spłukiwać. Jeśli chodzi o samo działanie tego kosmetyku, to nie zauważyłam żadnego. Włosy jakie były przed aplikacją, takie są po niej. U mnie nie było wygładzenia, regeneracji, ułatwienia rozczesywania, odżywienia czy zmiękczenia. Nic. Jak woda.


Znacie Ruską Banię? Używałyście tej maski? A może miałyście do czynienia z innymi jej wersjami?
~ Natalia

Zobacz też: