Lakier La Femme nr 311

Naprawdę, o tym lakierze mi się nawet nie chce pisać, bo to nic specjalnego. Chciałabym wam pokazać zamiast tego coś fajnego, ale nie mam dostępu do zdjęć, które grzecznie (mam nadzieję) czekają na mnie w Krakowie... więc na dzisiaj zostaje nam recenzja lakieru do paznokci LaFemme.

Lakier dostałam na którymś ze spotkań blogerek. Jakoś niespecjalnie spieszyło mi się do wypróbowania go - w końcu to zwykły róż, jakich mam kilka w swojej kolekcji. Na kolana nie rzuca. Może tylko mała domieszka pomarańczu i zloty shimmer delikatnie go wyróżniają i skłoniły mnie do użycia go.


Po pierwsze - butelka lakieru jest ogromna. Całe 15ml. Ciekawe, kto tyle zużyje, na pewno nie ja. Chociaż, gdybym miała JEDEN lakier do paznokci, tylko ten... kto wie. Cena jest dobra, w sklepie internetowym La Femme lakier kosztuje piątkę. Tak w ogóle, z tego co zrozumiałam z ich strony internetowej, to jest to produkt profesjonalny.

Lakier daje żelowy efekt, więc możecie wyobrazić sobie jego konsystencję. Trochę za gęstą, chociaż dobrze kryjącą emalię nakładamy płasko zakończonym pędzelkiem o średniej grubości. Łatwo o smugi, ciężko o cienkie warstwy. Lakier schnie wieki, lubi tez zastygać tylko od góry, zostawiając spód mokry i podatny na odgniecenia. Odpryskuje albo odchodzi płatami już następnego dnia, czasem tworzą się też bąble. Nie współpracuje z żadną z moich baz ani topów. Żeby paznokcie wyglądały przyzwoicie trzeba mieć spore szczęście, dobrą fazę księżyca i odpowiedni dzień cyklu. To jest produkt profesjonalny? Może rzeczywiście, jeżeli targetem są bohaterki tego fanpage - [KLIK].

Jak wam się podoba ten lakier? Używałyście emalii tej firmy? A może znacie inne produkty tej marki?

~ Natalia

Zobacz też: