Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Termoaktywne serum rozgrzewające Eveline Slim Extreme 4D

Nie może być. Czy to się dzieje naprawdę? Szczypię się po rękach, nic się nie dzieje. Rozglądam się wkoło w panice, bezskutecznie szukam pomocy, oparcia, choćby jednego spojrzenia dodającego otuchy. To jawa czy sen? Ogarnia mnie panika. Chcę biegać, chcę skakać i machać rękoma. Chcę krzyczeć, ba, drzeć się! Łapać ludzi za ramiona, potrząsać nimi co sił i krzyczeć im prosto w twarz "W KOŃCU KUTWA! W KOŃCU DOBRY PRODUKT OD EVELINE!". Nieee, żartowałam. Nie tak do końca.


Tym razem przeczytałam opakowanie od deski do deski. Znaczy od zgrzewu do końca tutki. Tak, wiedziałam, że to balsam rozgrzewający. Lubię ciepło, ale przygotowywałam się w myślach na najgorsze. Mimo to, fala gorąca mnie zmiotła z nóg. Tysiące igieł, wbijających się w ciało. Wrażenie, jakby ktoś oblał mnie wrzątkiem, a na nogach gęsia skórka od chłodu. Dobry mindfuck. Po 15 minutach było lepiej, nieco przeszło. Usiadłam wygodnie, po turecku. Po chwili, tam, gdzie nogi stykały się ze sobą, poczułam piekło. Najgorzej wspominane przeze mnie pół godziny od bardzo dawna. Nie da się siedzieć, leżeć, stanie nie ma sensu. Szczęśliwie, to się kończy. Uff. To był pierwszy raz.


Co na początku najbardziej mnie wkurzało w tym balsamie to to, że po zastosowaniu go trzeba było szybko umyć dłonie. Należę do leniwych ludzi i właśnie to mnie w tym produkcie denerwowało. Nie, że wysmaruję się spokojnie, dokładnie, tu wetrę, tam poklepię, a później spokojnie pójdę do łazienki, żeby zmyć krem z rąk. Nie, to był wyścig z czasem. Zwłaszcza, że krem jest trochę wodnisty, rzadki i wchłania się błyskawicznie, niemal od razu do matu. Zresztą, słowo "serum" mówi wszystko. Chlust! kremem, na jedną nogę, na drugą nogę, rozsmarowywanie obiema rękami - lewa ręka smaruje lewą nogę, prawa ręka smaruje prawą nogę. Góra-dół, góra-dół, góra-dół. Trzy do pięciu ruchów. Sprintem do łazienki - mydło, woda... można zwolnić. Ręce myłam aż do łokci, nauczona doświadczeniem (Przy smarowaniu raz maznęłam się tym kremem na przedramieniu, od wewnętrznej strony - nie poczułam. Skutek - ogień w żyłach). Tak to przynajmniej wyglądało w pierwszym tygodniu stosowania.

Na opakowaniu, z tyłu (nie widać tego na zdjęciach), podana jest informacja o tym, jak prawidłowo stosować ten krem. Nie mówiąc o takich oczywistościach jak to, że panie z żylakami, naczynkami czy skłonnościami do nich powinny ten balsam omijać z daleka (Ja skłonności nie mam, a tu mi naczynko! na lewej nodze, moje pierwsze wyskoczyło, niemal od razu), jest tam informacja, żeby kosmetyk stosować dwa razy dziennie, a po zobaczeniu efektów 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście się zastosowałam, w końcu to Eveline. Nie chcę, żeby mi nogi odpadły, tak jak niektórym paznokcie po ich "cudownej" odżywce. Pierwsze dwa razy z tym balsamem były torturą, ale z każdym następnym działanie tego produktu odczuwałam jako dużo słabsze. Po trzech i pół tygodniach od otwarcia opakowania posmarowałam się tym balsamem i nie poczułam NIC. NIC. NIC. Zrobiłam dwa tygodnie przerwy i balsam zaczął działać tak, jak napisano na opakowaniu, dając przyjemne uczucie ciepła, chociaż nadal bardzo słabe.


Pierwszym efektem, widocznym od razu, są nogi striptizerki. Obklejone złotym brokatem, całą toną ogromnych drobinek. Nie jest to efekt rozświetlenia, żadne wyrównanie kolorytu, nic z tych rzeczy. Jak na mój gust ten brokat jest zbyt wielki. I niepotrzebny. I za bardzo migruje, bo się nie trzyma nóg. No ale obleci, w końcu jest lato. Ono daje przyzwolenie na złoto i tandetę.
Drugą rzeczą, którą zauważyłam po około dwóch tygodniach stosowania kremu było to, że ciało stało się jędrniejsze i delikatnie gładsze. Szkoda tylko, że to ujędrnienie i napięcie skóry, pomimo tego, że kremu używałam nadal, zniknęło. Nie wiem, może to sobie uroiłam. I mój facet przy okazji też. Producent zapewnia również, że produkt likwiduje (dobre sobie) cellulit, nawet ten zaawansowany, a dodatkowo zmniejsza widoczność rozstępów. To akurat jakieś bajki. U mnie obie te rzeczy były i są, a nawet nieźle się trzymają.


Koniec końców nie wiem co sądzić o tym produkcie. Efekty są, ale znikają, co boli podwójnie. Kosmetyk działa, bo to czuć, ale z każdym dniem coraz słabiej. Zużyłam całe 250ml (kosztuje ok 20zł), a tu dupa. I to taka sama dupa, jak przed kuracją.
~ Natalia

Zobacz też:

11 komentarzy:

  1. porządny delmat... Nie wiem czy go teraz kupie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja sama nie wiem co o nim sądzić. Koniec końców efektów nie ma. Mimo to widziałam też pozytywne recenzje.

      Usuń
  2. Lubię kosmetyki z tej serii, ale wolę te chłodzące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię ciepło, ale moje naczynka za nim nie przepadają, więc na to serum raczej się nie skuszę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, kosmetyki tego typu raczej nie są dla Ciebie :)

      Usuń
  4. Hahahaha stosowałam ten kosmetyk i to rozgrzewanie było masakryczne :D Ja pozostaję zwolenniczką serum antycellulitowego z Ziaji (takiego w czarnej butelce) - i zapach i działanie mi odpowiada. No i daje efekt chłodzenia, co chyba bardziej mi pasuje niż grzanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio długo go oglądałam w drogerii. Przekonałaś mnie! :D

      Usuń
  5. Bleh. Takie rozgrzanie totalnie nie dla mnie, już wolałabym chłodny mentol xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak zmarzniesz? Sama nie wiem co lepsze :D

      Usuń
  6. Niestety nie przepadam za takimi kosmetykami ;)

    OdpowiedzUsuń

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin