I love... chocolates&oranges! | Czekoladowo - pomarańczowe masło do ciała

Wow! Nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy, ale od czterech miesięcy na moim blogu gościły tylko lakiery do paznokci oraz moje manicure. Dlatego w najbliższym czasie możecie spodziewać się recenzji kilku kosmetyków, które czekały na publikację już od dłuższego czasu. Dziś chciałam pokazać wam balsam do ciała, który zakupiłam na próbę z okazji blogowych mikołajek, ale od razu w dwóch egzemplarzach. Jeden z nich poleciał do Justyny z perfectly-prettily, a drugi został w mojej kosmetyczce.

Balsam (czy masło?) przyciągnął moją uwagę swoim prostym i eleganckim opakowaniem. Nie będę ukrywać, że ogromny napis chocolates również odegrał tu dużą rolę. Uwielbiam czekoladę w każdej postaci, a jej połączenie z pomarańczami jest moją ulubioną kombinacją zapachową. Nie ma się więc co dziwić, że przy zamówieniu ze sklepu ezebra nie wahałam się ani chwili. Cena kosmetyku również była zachęcająca - 6zł z groszami za balsam o pojemności 200ml? Hell yeah!

Niech was nie zmyli zdjęcie - to nie budyń czekoladowy! Wygląda apetycznie, prawda? Wyobraźcie sobie do tego ten zapach - mocna, gorzka czekolada z delikatną nutą pomarańczy. Woń utrzymuje się na ciele dość długo, a połączenie jej z kakaowym żelem pod prysznic od Ziaji to spełnienie marzeń czekoladoholika. Niestety, to, co mnie nieco odrzuciło od kosmetyku to brak folii zabezpieczającej. Jest to bardzo rzadko spotykane, zwłaszcza przy produktach w tzw. "słoikach". Na szczęście zamawiałam balsamy ze sklepu internetowego, więc nie miałam jakichś większych obaw, a samo masło okazało się być w porządku. Prawdę mówiąc, gdybym kupiła je np. w Rossmannie, to nie wiem, czy zdecydowałabym się na używanie go.

Sam skład nie powala - ot, parafina. Właściwie typowy dla balsamów z dolnej półki cenowej. Nie ma się tu co spodziewać cudów. Dobrze radzi sobie jednak ze swoimi głównymi zadaniami - ze zmiękczaniem i nawilżaniem skóry. Jest bardzo dobry do stosowania na noc, na dzień może okazać się nieco zbyt "ciężki". Niestety ma wadę - barwi. Nie jest to zauważalne na ciele, ale dłonie po balsamowaniu robią się całe brązowe. Na szczęście można ten barwnik łatwo zmyć, wystarczy mydło i trochę czasu.

Jestem zadowolona z kosmetyku, pomimo jego wad. W zupełności mi wystarcza, a jego skład jakoś wyjątkowo mi nie przeszkadza. Chociaż farbowanie może być nieco uciążliwe, to na pozostałych polach masło radzi sobie dobrze. Nie wiem, czy kupiłabym go ponownie, ale jest to możliwe. Jednak na pewno skuszę się jeszcze na wersję kokosową.

Używałyście kosmetyków I love...? Przeszkadza wam parafina w balsamach do ciała? Lubicie zapach czekolady w produktach tego typu?

~ Natalia

Zobacz też: