Sleek - Garden of Eden | Paletka cieni w odcieniach zieleni i brązu | Swatche

Zdarza mi się żałować kupna jakiegoś kosmetyku. Zdarza mi się też żałować, że czegoś nie kupiłam. Pierwszy raz jednak mogę powiedzieć "żałuję, że tego nie kupiłam... WCZEŚNIEJ". I to właściwie dlaczego? Garden of Eden od Sleeka podobała mi się od samego początku. Od kiedy tylko blogi zalała fala postów pod tytułem "Nowość od Sleek" oglądałam te cienie i ciągle wahałam się między "kupuję" a "nie kupuję". W końcu zieleń na powiekach rzuca się w oczy. No i nie maluję się tak często. No i nie wiem czy mam wystarczające umiejętności. I w ogóle, i w ogóle, i w ogóle... No i co? I kupiłam!

I do regret buying make-up sometimes. I also regret not buying make-up. But seriously, this is the first time I can actually say "I really regret I haven't bought it sooner". And why, actually? I loved Sleek's Garden of Eden from the moment they announced it. I rummaged through blogs looking for reviews and looks featuring this palette and I went back and forth between "I'll buy it" and "I won't buy it". I mean, green eyelids really pop up. And I don't wear make-up that often. And I don't know if I'm skilled enough to use it properly. And so on, and on, and on... Well, guess what. I bought it!

No i cholera, ta paletka jest stworzona dla brązowych oczu. Jako posiadaczka cery z oliwkowymi tonami naprawdę czuję, że wygrałam na loterii - dopasowanie 100%. Nie ma w tej gamie cienia, który by mi się nie podobał lub takiego, którego bym nie użyła. Całość utrzymana jest w kolorystyce w zupełności zgodną z nazwą - zielenie, brązy, złoto. Paletka składa się w większości z cieni satynowych, błyszczących, ale znajdziemy w niej również 3 piękne maty. Moim zdecydowanym faworytem jest FORBIDDEN - jasny, chłodny brąz ze złotym brokatem. Gdybym miała wybierać najgorszy z cieni z tej palety, wskazałabym na ADAM'S APPLE. Ma najgorszą pigmentację ze wszystkich i jest dość twardy. Co ciekawe, nie zauważyłam takich problemów z dwoma pozostałymi matami.

And I'll be damned if this palette wasn't made for brown eyes specifically. And since my skin has olive undertones I really feel like I won a lottery here - 100% match. There's not a single eyeshadow in this palette that I wouldn't like or use. And they all fit the theme perfectly - those browns, greens and golds really make you think of that special garden. Almost all eyeshadows have shiny finishes, but there are 3 beautiful mats. My favourite is FORBIDDEN - light, ashy brown with gold glitter. If I had to pick my least favourite, I'd say ADAM'S APPLE. It has the worst pigmentation of all eyeshadows from this pallete, and is kind of stiff. Which is weird, since it's not the problem with two other mats.

Cienie są dobrze napigmentowane. Ładnie wyglądają na powiece. Intensywność można z łatwością stopniować, a malowanie nimi to sama przyjemność. Co ciekawe, w porównaniu z cieniami z posiadanej przeze mnie paletki Au Naturel niemal wcale się nie osypują. Nie znikają z powieki, a na dobrej bazie są "niezniszczalne". Demakijaż przebiega bezproblemowo. Cena jest taka jak chyba wszystkich palet Sleeka - ok. 40zł. Nic, tylko kupować!

Eyeshadows are really pigmented and they look nicely on the lid. You can easily graduate their intensity, and using them is just pure pleasure. What's interesting is that they barely flake compared to eyeshadows from the Au Naturel palete I own. They don't "disappear" from the lid and if used with a good eyeshadow base they are "indestructible". Still easily removed with some makeup remover though. Price - same as all Sleek eyeshadow palettes, around 12$. You just have to go and get it!

Lubicie produkty marki Sleek? Jak wam się podoba paletka z tego posta? A może macie Garden of Eden w swoim posiadaniu?

Are you familiar with Sleek products? What do you think about the palette from this post? Or maybe you have a Garden of Eden of your own?

~ Natalia

Zobacz też: