Fixation

Paznokcie • Kosmetyki • Uroda

Peeling Evree Pure Neroli | Głęboko oczyszczający peeling do skóry tłustej z niedoskonałościami

Firma Evree szturmem weszła na polski rynek i podbiła serca tysięcy kobiet. Zaczęło się ciekawie — trzema rodzajami olejowych serum, które wtedy wydawały się nie lada nowinką (ktoś pamięta?). Było mi dane wypróbować wtedy wersję różaną, która od razu polubiłam (a nawet pisałam o niej na blogu [KLIK]). Teraz możemy przebierać w produktach firmy, bo posiadają w swojej ofercie szeroki zakres produktów do pielęgnacji twarzy. Szczególnie cieszy mnie ilość kosmetyków przeznaczonych dla przetłuszczającej się i problematycznej cery. Dzisiaj pokażę wam ciekawy peeling, którego używam namiętnie z regularnością, o jaką sama siebie nigdy bym nie posądziła. Co ciekawe, to ma on przytłaczająco negatywne recenzje (ocena 1,1/5 przy 15 recenzjach na Wizażu) i chyba nie czytałam jeszcze o nim dobrego słowa. A jaka jest moja opinia na jego temat?

Produkt na pewno znajdziemy w Rossmannie i Hebe. Jest również dostępny w drogeriach internetowych. Za tubkę o pojemności 200 ml zapłacimy stacjonarnie ok. 20 zł, w sklepach internetowych cena może być niższa. Samo opakowanie jest dobrym rozwiązaniem — łatwo się je otwiera, a dzięki temu, ze stoi na zakrętce cały kosmetyk spływa na dno i możemy go bez problemu wykorzystać do ostatniej kropli.

Skład peelingu wygląda bardzo zachęcająco. Nie znajdziemy w jego składzie SLS ani SLES. Co za tym idzie — produkt nie pieni się wcale, co nie wszystkim będzie odpowiadać. Również dzięki temu nie przesusza skóry. Produkt zawiera ekstrakt neroli (otrzymywany z kwiatów pomarańczy gorzkiej), olej ze słodkich migdałów, olejek jojoba, wyciąg z fiołka trójbarwnego, ekstrakt z malwy, ekstrakt z liści łopianu większego, ekstrakt z kwiatów czarnego bzu i olej z pachnotki, mocznik.

Kosmetyk ma specyficzny, na początku dość intensywny zapach. Mój chłopak od razu wyczuł w nim pomarańcze, ale dla mnie kwiaty pomarańczy pachną zupełnie inaczej niż owoce — bardzo dziwnie i na pograniczu bycia nieprzyjemnym. Na szczęście po ok. 1/3 opakowania zapach przestał być w ogóle wyczuwalny.

Kosmetyk jest gęsty i mocno kremowy. W brzoskwiniowym balsamie zanurzone są niewielkie drobinki ścierające. To nic innego jak rozdrobniona lufa, czyli szorstka gąbka uzyskiwana z wysuszonych owoców trukwy. Nie nazwałabym tego peelingu jednak peelingiem gruboziarnistym, bo w porównaniu z innymi kosmetykami tego typu ziarenka są dość małe. Jest ich też niewiele, więc jest to bardziej myjący żel peelingujący niż peeling.

Peeling ma bardzo mocne działanie rozgrzewające. Przez to kosmetyk absolutnie nie nadaje się do cery naczynkowej, wrażliwej i takiej, która nie lubi ciepła. Akurat należę do osób, którym taki efekt nie przeszkadza, ale jednak taka informacja powinna być zawarta na opakowaniu — nie ma o tym żadnej wzmianki. Szczególnie że to działanie nie należy do najdelikatniejszych. Jeśli kosmetyk będzie mieć zbyt długi kontakt ze skórą, ta może zacząć zwyczajnie palić w dość nieprzyjemny sposób, szczególnie jeśli myjemy twarz bardzo ciepłą wodą. Trzeba również wyjątkowo uważać, żeby drobinki nie dostały się do oczu, bo można mieć wrażenie, że ktoś nam wypala oczy laserem.

Największą wadą tego produktu, na którą skarżą się chyba wszyscy na Wizażu, jest to, że zostawia na twarzy tłustą warstwę oraz że nie jest zbyt skuteczny w usuwaniu z twarzy resztek kosmetyków i zabrudzeń. Przed jego użyciem warto więc wykonać porządny demakijaż. Ja myję nim twarz wieczorem, najpierw traktując cerę czarnym mydłem. Wtedy skóra zamiast tłustej sprawia wrażenie nawilżonej, bo kosmetyk fajnie neutralizuje to uczucie ściągniętej skóry. Działanie peelingujące tego produktu jest dość delikatne. Codzienne używanie tego kosmetyku robi jednak różnicę. Skora jest rozjaśniona, promienna oraz rumiana. Zauważyłam też, że po zastosowaniu tego peelingu znacznie mniej się przetłuszcza.

Pomimo wad tego kosmetyku, bardzo się z nim polubiłam. Przyzwyczajona do mocnych mydeł i żeli oczyszczających, po których moja skóra była ściągnięta i skrzypiąca, ten jest miłą odmianą. Śmiać mi się trochę chciało, kiedy czytałam opinie na temat na Wizażu, bo z częścią skarg się zgadzam. Mimo wszystko moja opinia nie jest negatywna, bo jestem bardzo zadowolona z tego, jak ten produkt działa na moją cerę. Nie wiem jednak, czy kupię ten peeling ponownie — przy naprawdę dobrym kosmetyku nie trzeba chyba przymykać tak bardzo oczu (dosłownie) na jego wady?

Lubicie kosmetyki Evree? Używałyście tego peelingu? Jesteście na TAK czy na NIE? A może testowałyście jakiś inny kosmetyk z tej serii?

~ Natalia

Zobacz też:

5 komentarzy:

  1. Mam go i aktualnie używam - w sumie nie wiem co o nim jeszcze myśleć, na pewno nie jest to produkt do którego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. skład rzeczywiście nie najgorszy, ale chyba się nie skuszę, tak jak pisałam na Insta pozostałe produkty z tej serii jakoś mnie nie porwały, ale złe nie są, nie ma tego wow tylko;)

    OdpowiedzUsuń
  3. peeling ogólnie, mimo tego, że dość łagodny wydaje całkiem niezły ;) ja jednak zdecydowanie nie skusiłabym się na niego. Informacja o pozostawianiu tłustej warstwy skutecznie mnie zniechęca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za recenzję! Dzięki niej wiem, że do mojej wrażliwej skóry raczej nie będzie odpowiedni :( Ale generalnie produkt bardzo mnie zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że peeling jest taki delikatny i wywołuje palące uczucie.

    OdpowiedzUsuń

Facebook Instagram Pinterest Twitter Bloglovin